Przeżyłam dzisiejsze spotkanie z tatą Słonka. Nie było źle. Krótko, miło i poprawnie politycznie. Spoko. Zaskoczyło mnie coś ogromnie. Po przywitaniu, wstawiłam wodę na herbatkę i kawusię. Tatko biegał sobie po pokoju a później szczęśliwy podbiegł do mnie i mnie ukochał jeszcze raz
Normalnie zaskoczenie. A później zaczął mówić o tym, że u nas czuje się taki swoisty klimacik, taki przyjemny, radosny, pełen ciepła rodzinnego i miłości nawet. I że czuć tą energię i że u nas tak fajnie i w ogóle. Był taki radosny i pełen życia (co często u niego w domu jest odwrotnie - wygląda jakby był bez życia
!!! Normalnie zaskoczenie we mnie totalne. I Słonko też było zaskoczone.
I co? I czuję radość. Bo właśnie to chciałam stworzyć w mojej rodzinie. Właśnie taką atmosferę. Właśnie taką moc.
...
- udało mi się.
- nam się udało, kochany
i tu, malutkie już dziecko DDA jest zaskoczone. Mam wrażenie, że odczuło taką malutką myśl - nie mam tu już co robić.
Zaskoczenie, że mi się udało. Bo przecież DDA chociaż marzy o stworzeniu świata, które jest przeciwnością jego domu rodzinnego, to i tak, w głębi, nie wierzy w to. I to się nie staje. ...
A mi się udało.
Boże kochany, udało się. :D
Ach, i co teraz?
Co teraz zrobić?
Jak?
A jak to strace?
:/
chrzanisz.
Ja już wiem co robić dalej, ja już wiem, że to nie koniec mojego życia i celów jego. To dopiero początek tej drogi. I im dalej tym łatwiej. Tym prościej. Tym piękniej. :D
O Booooooszszszszsze, jak ja kocham to życie. :D
nanii 2006-02-14 20:22:51