Normalnie dylemat stulecia.
Ostatnimi czasy nie piszę, nie myślę, nie mówię o dołach, o smutku. Bo ich nie mam. No i okazuje się, że to prawdziwy problem. Dlaczego ludzie prędzej zauważają obnażone mroki umysłu niż światełko? O! przepraszam. Zauważają też światełko. Pod warunkiem, że jest w tunelu i ma niewielkie szanse na rozbłyśnięcie wielkim blaskiem. A tak w ogóle to i tak zgaśnie.
blech.
Z drugiej strony, biorąc pod uwagę, jacy ludzie zwracają szczególną uwagę na mroczki i mroczyki, z jakimi intencjami...-to ja chyba jednak wysiadam.
No i co, mam przepraszać za to, że moje życie skręciło na radosne tory ciepła i miłości? Przepraszam, że nie mam zjazdów, przepraszam, że nie siedzę ciągle w tym samym - i w kółko Macieju. Mroki, doły zjazdy, problemy, żyć nie umierać...- a może odwrotnie? No tak. Biorąc pod uwagę jakie książki są na topie, to rzeczywiście z moim życiowym optymizmem i łatwością jestem aut. Ale syf.
Jak kolwiek, ogłaszam, że nie zamierzam wpadać ZNOWU w ciemności jakie sama mogę sobie przygotować, tylko po to aby być trandy.
Będę siedzieć w mojej radości, łatwości i dostatku. Normalnie wolę to niż czułość obcych rąk zafascynownych literackim i poetyckim przedstawieniem syfu w ładnej oprawie.
Howgh
nanii 2006-02-24 10:04:09