... Właśnie doszło do mnie, że jak mam przytkane 3cie oczko, to jestem jakaś taka z deko bardziej - mądra.
Ale od początku.
Kiedy byłam w Szkocji, pracowałam w sklepiku pewnym. I czasem wracałam pognieciona stamtąd. A jak się pomodliłam o ochronę, to nagle dostałam kataru i zatkało mi się trzecie oczko. Zdaje się, że to była ochrona przede mną samą. Działało. Nie podłączałam się pod tych ludzi, aby ich zrozumieć (ach ten akcent), nie starałam się spełniać ich oczekiwań itp. Po prostu. Słuchałam co mówią, po prostu, spełniałam swoje obowiązki. I nie ściągałam na siebie ich syfu, wzorców, energii przez tą czakrę itp.
Mam całkiem "ładnie" rozbudowaną tą czakrę. To daje mnóstwo możliwości (jasnowidzenia itp) ALE
jest to tez zmorą.
bo.
Ja, z moimi wzorcami, zamiast rozwijać cudowne możliwości jakie mam, to wykorzystuję je do tandetnych rzeczy.
"Wchodzę" komuś do główki i sprawdzam co chciałby usłyszeć; jak ułożyć zdania w jakiej formie, aby on zrozumiał o co mi chodzi i aby ( o zgrozo! ) łyknął to. Totalne NLP :( (albo wróżka hehehe) To smutne i nie ma sie czym chwalić. (pracuję nad tym) I okazuje się, że w momencie, gdy mam zatkane 3 oczko (ale tylko ono) to normalnie naprawdę jestem...no... - mądra.
Bo mówię to co ja myślę, to co ja wiem, to co do mnie przychodzi, ale nie przez 3 oczko.
Wiecie, chyba czas docenić co się ma swoje. Niezależnie od tego jakie to jest, jakiej wielkości i nawet jakiej jakości, to danie uwagi temu jest naprawdę istotne. Dobra. Gadam oczywiste rzeczy. I co z tego? Czasem jesteśmy daleko od najbardziej oczywistych rzeczy.
nanii 2006-03-22 22:02:44