Wspaniałe doznanie i weryfikacja tego, że rozwój duchowy działa. Jestem szczęśliwa, wiecie? Ja, dorosłe dziecko alkoholika. Teoretycznie, powinnam stworzyć podobny związek, podobną rodzinę jak u mnie w domu "rodzinnym". Jednak nie to było mi pisane ;) Afirmacje, medytacje, kontemplacje, modlitwy, i te wszystkie rzeczy, których się używa, aby w życiu było lepiej - i pomogło. Tworzę harmonijny związek z cudownym partnerem, mieszkam w pięknym mieszkanku, pieniążków nie brakuje, wręcz z każdym dniem przybywa coraz więcej, jeżdżę sobie na wczasy dwa razy do roku, spełniam się jako kobieta, osoba, partnerka, ja. Brak mi może czasem ludzi. Bardziej zróżnicowanych ludzi. Częstszych relacji z nimi, ale nie jest to niezbędne na teraz. Dobrze mi. Po prostu mi dobrze. Jeśli coś mi wywala, to trwa to najwyżej dzień. Czasem się irytuje, że to tak króciutko trwa. "Bo inni mają inaczej. Bo jeśli komuś jest trudniej i dłużej, to jest to fajniejsze". (ciągła zachłanność na emocje i akceptacje otoczenia, która podobnie jest na takie coś zachłanna). I w takich chwilach sobie uświadamiam, że przecież afirmowałam sobie, że rozwój jest łatwy, że praca nad sobą jest łatwa, że uwalniam się od wzorców męczenia się, wysiłku, presji... I to chyba dobrze. Chyba, bo czasem jestem sama. Nie dokładałam sobie, że chcę spotykać ludzi harmonizujących ze mną, którym również jest łatwo, którzy już nie podkładają sobie kłód pod nogi z ogromną determinacją, którzy już kochają i szanują siebie - i wiedzą co to znaczy. Zapomniało mi się. Owszem, ci nieharmonijni odeszli, ale nie przyciągnęłam nowych. Zapewne z własnego wyboru. A że przy okazji mam wzorce samotności, no to wszystko się połączyło. Dobrze. Zmienię to. 9-cio dniowe spotkania z ludźmi, którzy już nie sabotują swojego życia dwa razy do roku to za mało. Raz na jakiś czas spotkanie z kimś... - nie o to mi chodzi. Nie o coś takiego. Inaczej. Hm. Pomyśle nad tym. Zmienimy to. Bo ja już nie chcę sama (ach te decyzje podjęte podczas porodu). To tyle na dziś. Namaste
nanii 2006-03-26 17:05:27