No dobra, to przypadek, że wahałam dziś G rano. I to przypadek, że dziś przez pół dnia na okrągło słuchałam dekretu, który sama sobie nagrałam na dyktafonik. I to przypadek, że wydałam na pompkę i zapinaczkę około 60 zł (pestka) i to przypadek, że nagle jakiś malutki głosiczek mnie poprowadził do tego tylko jednego jedynego sklepu (w którym już byłam dwa dni wcześniej i nie było tego czego szukałam), i właśnie tam, bliziutko wisiał pięęęęęęęęękny płaszczyk za 174zł. Cena to pestka. Nie przyszło mi nawet na myśl, czy to dużo czy mało. Piękny, laskowaty, ale w moim stylu, z pięknymi zdobieniami. Kupione. Wracamy do domku a mnie brzucho boli. Wysadziło mnie jak nigdy.
Poczucie bezpieczeństwa, strachy, panika, zagrożenie - skan. Już widzę o co biega, ale nie potrafię dojrzeć szczegółów. Widzę las, ale mam problem z sednem sprawy. Piszę, robię test skojarzeń. Efekt? Większy ból brzuszka.
Biorę ATL. Waham, aż ręka odpada. Czuję jak w okolicy brzucha i splotu (!) zaczyna się mrowienie. W końcu przychodzi G i postanawiam mu o tym wszystkim opowiedzieć. I pooooooooooooooooooooooooooooooooooleciało. Wszystko. Rozłożyłam wszystkie emocje na czynniki pierwsze. Bezbłędnie. Poszło. Przeszło.
Strachy przejęte od mamci mojej, że nigdy nie ma pieniędzy, że kupuje się rzeczy najtańsze. Aby tylko zaspokoić główną potrzebę. Estetyczna i poczucie piękna - na końcu. Właściwie ta opcja nie istnieje. Te wzorce wypite z mlekiem matki.
I okazuje się, że nawet, gdy dostawałam większą sumę na coś fajowego, to i tak wybierałam najtańszy, albo prawie najtańszy. A jeśli nawet, z buntu, bądź ludzkiej chęci wyglądania efektywnie, kupowałam coś ekstra, za wyższą cenę, to i tak, z poczucia winy, sabotowałam mój strój poprzez poplamienie (tusz drukarski, tłuszcz) itp, niefortunne zniszczenie, pranie w zbyt wysokiej temperaturze itd.
Londyn nauczył mnie finezji w doborze ubrań (Dziękuję Room Mate) i bawienia się strojem bez patrzenia na kase. (Szkocja) Jednakowoż wtenczas zarabiałam bez problemu i co tygodniowy dopływ gotówki był. Ale teraz tego nie mam. I dlatego uruchomiły się zatęchłe potwory. Miejmy nadzieję, że nie za sabotuję najpiękniejszego płaszcza na świecie (O boooooosze, ależ minę miał G jak mnie w nim zobaczył :D ja chce, tak częściej :) jutro go wypróbuję). Afki itp., już działają, poza tym, ATL pomógł mi w ujrzeniu i oczyszczeniu tych emocji. Więc jest szansa, że płaszczykiem będę cieszyła się znacznie dłużej :)
nanii 2006-04-05 23:28:25