nareszcie w domku :)
Swięta w rodzinnym mieście były ok. Nie było większych komplikacji, utrudnień czy przejawów świrowania. hmmm, nie wiem czy liczy się nazwanie mnie heretykiem, ale to było śmieszne, więc nie zaliczam tego do konnfliktów. Moja kochana mamcia zadbała o mnie na święta. Zrobiła mi potrawy bezmięsne, (kotleciki szpinakowo jajeczne, nadziewane pieczarki), normalnie bardzo jej za to dziękuję :*
Święcenie pokarmu to pewnego rodzaju rytuał szacunku do siebie, tego co wsadzamy do naszego kochanego ciałka. To moje ulubione święta. Ale już w dzień "śniadaniowy" moje kochanie przyjechało i wyruszyliśmy do siebie. Nie ma jak w domu...,jak dobrze jest mieć taki dom, do którego wraca się z radością.
nanii 2006-04-17 09:09:23