mmmm, piękne gitary z operowym wokalem kobiecym. Cudowne. Bardzo się cieszę, że moje Słońce też lubi tą płytę
Jechanie Toją i cudowna muuuuzyka :) Porusza we mnie pokłady energii.
To trochę dziwne. Teoretycznie powinna wzbudzać agresję, chyba. A słuchając niektórych utworów ja po prostu oddycham głębiej, wzrok mi się wyostrza, ... hmmmm, to chyba adrenalina. No tak. Przy tej muzyce relaks nie wskazany. Chociaż, Lesiu przy tej płycie (przy niektórych utworach) swobodnie sobie medytuje. Hehe, magus jeden ;)
No dobra, ale ja nie o tym tu chciałam.
Kiedyś te utwory służyłyby mi do rozkosznego taplania się w smrodku tajemniczego maga. Ale mag już przerobiony w 100% I teraz odczuwam tą muzykę inaczej. Czuję napływającą radość. Jak jechaliśmy i z głośników leciały dźwięki perkusji, gitar basowych, i śpiew...- czułam radość. To było piękne. Spojrzałam na moje kochanie, a On się uśmiechał :) Czuł to samo. I nagle na drodze pojawili się piesi. Jechaliśmy przepisowo, ale szybko. Gdyby była w G agresja, bądź magostwo (ach..., on tylko nas wyczuwał na odległość - tropiciel jeden ;P ), pewnie by nie wyhamował. Bo agresorzy, pomimo adrenaliny, są ślepi i ich czas reakcji jest bardzo długi. A on był opanowany, skupiony, pewny siebie. Toja dźwięcznie zapiszczała i nic nikomu się nie stało.
I dobrze.
Reszta rozważań na hasełku.
nanii 2006-04-21 11:06:51