przyjaźń, czy to jest kochanie...?
Dziś miałam na obiadku moich kochanych znajomych. (Czy mogę napisać przyjaciół?) I spotkałam się z ukochanym znajomym (przyjacielem?) Fajnie, że jesteście.
Kiedyś, będąc w Szkocji, modliłam się o pokazanie mi: po co mi ludzie? Po co mi inni ludzie. Rozumiałam, powiedzmy, do czego "służy" partner ;)
Ale inni jeszcze? Nie przeszkadzała mi samotność.
I dostałam odpowiedź. Właśnie tam. Poznałam przyjaciół. Najbardziej i najpewniej można poznać przyjaciół, gdy jest się w potrzebie, i to nie jest głupia i tandetna przypowiastka. Gdy się chodzi do ubikacji tesco, aby zakosić papier toaletowy - chodzi się razem i bierze się dla wszystkich. Kiedy czai się, jak wziąć ten chleb w woreczku, który ktoś wyrzucił do śmieci... - robi się to razem - i dla wszystkich. Kiedy idzie się chodnikiem, rozgląda się za czymś co się może przydać...-paczka żelków - bierze się, jeśli nie dla siebie (nie lubię - blech) - to dla wszystkich.
Piszę dla "wszystkich", ale nie dla wszystkich. Dla tych, którzy dadzą tobie to, co dasz im ty. Dzielenie się - tak. Z tymi, którzy się dzielą. Znalazłam tam rodzinę.
Nie było początkowo fajnie i nigdy więcej się to nie powtórzy. Jednak właśnie tam dowiedziałam się, do czego mogą "służyć" przyjaciele. Jak ważnym jest, aby o nich dbać. Jak ważnym jest, aby ich mieć.
Mogą być różni. Tam, na północy, każda z tych postaci była inna. Każda miała do zaoferowania coś zupełnie innego. Każda miała swoje własne, inne jazdy, poglądy, zdanie. I połączyła nas potrzeba przetrwania. Bycia razem - w stadzie:)
I to nie zniknęło. Nie dla mnie. Ta nić porozumienia nie zniknęła. Ona wciąż jest.
I dzisiejszy dzień. Kochane Aniołki :]
Inni, nowi, starzy... - kochani.
Bo jeśli mamy jakąś radostkę, bo jeśli mamy coś co nas raduje, daje nam szczęście...-to to wszystko jest niczym, jeśli nie mamy z kim tego dzielić. Nie - dawać, nie - otrzymywać - dzielić się tym. Widzicie różnicę?
Widziałam znajomą (kiedyś cudowną osobę), jak znajduje i odkrywa cudowne rzeczy, miejsca, jest szczęśliwa i uśmiechnięta, bo coś tam osiągnęła. ... I wszystko było ok. Aż do momentu, gdy nie zobaczyła, jak nasze "stado" ;) dzieli się tym co znalazło. Nie słowem, lecz czynem, dotykiem, tym co ma. Gdy zobaczyła jak cudownie jest się podzielić z kimś swoją radością, jak cudownie jest RAZEM doświadczać, odkrywać, wędrować przez życie... - zobaczyła jaka jest różnica między szczęściem wewnętrznym w sobie i dla siebie (co też nie jest niczym nie właściwym - żeby nie było. Chodzi mi o złoty środek), a co innego, kiedy doświadcza się szczęścia wewnętrznie, w sobie, dla siebie i z innymi, życzliwymi istotami.
Dlatego dziś z radością gościłam ludzi na obiadku, z radością rozmawiałam i robiłam dla nich herbatkę. Z radością zmywałam później górę naczyń (!)
Kochani dziękuję, że jesteście. Jedni bliżej inni dalej. Ale jesteście. Nie musimy widzieć się codziennie. Wystarczy świadomość, że nam zależy. Rodzina rzadko rodzi się pod jednym dachem. ;)
Kochani jesteście [przytul]
nanii 2006-04-22 22:14:54