historia zaczyna się od momentu, gdy poczułam ból głowy od ciosu jaki zadałam. Niestety okazało się, że cios był zadany całkowicie nie świadomemu mych niecnych zamiarów G spokojnie śpiącemu przy mym boku. :/
No i nie wiem co to miało być. Gdyby nie to że przywaliłam z baniaczka G to nawet bym się nie obudziła. Naprawdę nie wiem co to miało oznaczać, i co ta moja PS tam kombinuje? :>
Po tym niefortunnym zdarzeniu i zapewnieniach, że ja naprawdę nie zamierzam ponownie zacząć szarżować i wypróbowywać moich umiejętności zapaśniczych, bokserskich czy jakich tam kolwiek - wojowniczych - usnęłam. Iiiiiiii, miałam sen :D
Śniło mi się, że idę ulicą i słyszę nagle jak ludzie stojący na ulicy zaczynają mantrować... - było to bardzo podobne do jednej płytki jaką mam z medytacjami tybetańskimi. No i nagle zostałam zaprowadzona do kobiety, którą oni uznawali za oświeconą. I będąc tam.... - znam to odczucie, pamiętam je, nie jest mi obce. Już kiedyś ją (jego) widziałam, byłam przy niej (nim)..., miałam te odczucia... i to namaszczenie i szacunek jakim była obdarzana, ta cała świętość jaką zbudowali wokół niej (niego) inni, i jej zachowanie w tym wszystkim, jakby to wszystko nie miało całkowicie dla niej znaczenia.
I wydaje mi się, że to było bardziej wspomnienie i uruchomienie tej właśnie emocji, która we mnie siedziała i teraz mam okazję, aby to uzdrowić. ... Informacje jakie mi podała o moich czakrach i co mi proponuje troszkę trąciły myszką i niewielką dawką konkretności. No nic. Zobaczymy co dziś przyniesie mi noc :) Oby tylko G przeżył ;)
nanii 2006-04-29 23:08:52