Moja siostrzenica idzie do I komunii. Słuchałam jak uczy się regułek modlitw... - zabawne, dla mnie kiedyś znaczyły dokładnie tyle samo co obecnie dla niej. Nic. Wie tylko, że są ważne i że musi je umieć aby pójść do komunii. Nic więcej. Ciekawe czy któregoś dnia (pewnie wkrótce) zauważy, że te słowa, które mówi, coś znaczą. (Obecnie niewiele z nich rozumie - przynajmniej jeśli chodzi o większość) ;)
Zabawne, że w pewnym okresie mego życia one naprawdę były dla mnie ważne. Coś znaczyły. Dawały mi poczucie pewności i bezpieczeństwa. Czy to przez zakonną karmę? Możliwe. Ale...-zdawało mi się, że byłam bliżej Boga...
hehehe, jak to napisałam to mi się ręka zatrzęsła. Nie do końca "Boga". Moim bogiem był Jezus. Nie znałam Boga. Nie do niego się modliłam. No, ale płęta.
Zastanawiałam się czym różni się moja obecna modlitwa od modlitwy jaką mówiłam w epogeum mej wiary katolickiej. Czasem mam wrażenie, że nie aż tak bardzo. Używałam tych samych regułek, które uczą się dzieci, ale zawsze dokładałam też moje słowa. Prosiłam, dziękowałam i przepraszałam. I zawsze był w tym spokój i wewnętrzny kontakt ze mną samą. I może też z Nim. ..., zawsze dostawałam to o co prosiłam, zawsze podwajała się jakość tego za co dziękowałam i dostawałam za to jeszcze więcej. Zawsze czułam się lżej, gdy przeprosiłam.
Może dlatego tym większe było poczucie winy, gdy zrobiłam coś co KK uznaje za grzech ciężki, a ja chciałam to zrobić. ... Nie przepraszałam. ... Bo nie żałowałam. I chciałam to ciągnąć dalej. Odeszłam od KK i od Boga. Szkoda, że poczucie winy było tak wielkie, że rozwinęła się choroba i przez 2,5 roku nie chciała się wyleczyć.
Za to dość szybko znalazłam sobie zastępstwo KK.
Innych bogów. Inne rytuały.
Pomogło, podciągnęło w górę, ale nie wyleczyło z poczucia winy ;)
Czy Wy też potrzebujecie wierzyć?
Czy Wy też potrzebujecie modlitwy, kontemplacji bądź medytacji? Czy i Wam jest obco i pusto, jeśli chociaż przez chwilkę w ciągu dnia nie wejdziecie do wewnątrz siebie?
nanii 2006-05-04 23:16:05