Okazuje się, że modlitwa to nieodzowne narzędzie rozwoju - przynajmniej mojego. Zaczynam doceniać ją po raz kolejny. Po ostatnich moich wywodach zaczęłam się modlić. Oczywiście regułki KK odpadają :) Mówię o Modlitwie :)
Wystarczyły 4 dni wchodzenia w siebie, na moment, na chwilę, podesłanie kilku słów do Niego, Niej, WJ - jakkolwiek. Słowa, czy nawet podesłanie energii, czy z prośbą: "proszę, przetransformuj, oczyść", słowa podsyłane podczas ćwiczeń jogi: "dziękuję", czy mycia naczyń: "Jestem", Czy przed snem pełna transformacja danego tematu itd., a wszystko to co nie jest Nim/Nią zaczęło radosną pielgrzymkę na zewnątrz mnie. Słowem - emocje na wierzchu:)
W ciągu 4 dni uświadomiłam sobie więcej niż przez ostatni miesiąc. Szybciej, łatwiej, szczerze, uczciwie wobec siebie, bezboleśnie.
Prawie ;)
Ponieważ przez jeden dzień były momenty kryzysu, braku świadomości i poddania się tym pielgrzymującym emocjom :) Ale czym jest jeden dzień w odniesieniu do lat :)
Więc idę sobie dalej. Z Modlitwą w Duszy (hehehe, oby moja babcia nigdy tego nie przeczytała...-a może sama jej to powiem ;P )
Polecam :D
nanii 2006-05-06 10:19:05