ATL - czy na pewno "zbawienny" jest?
kurde. Ale nocka. 4 razy miałam ten sam sen. Zawsze to samo miejsce, ten sam motyw przewodni, te same główne postacie, te same emocje, ten sam efekt między snami po każdym obudzeniu się :/
No bo ja tylko waham od dwóch dni komuś na trzeźwość i przytomność. Robię pełny zabieg + dodatkowo oczyszczanie trzeciego oczka odpromiennikiem osobistym. Wczoraj zrobiłam wszystko jak zawsze. Rozbijanie i uwalnianie od. ... , i gdy doszłam do wzmacniania pozytywnej energii trzeźwości i przytomności coś się stało. Zaczęło mi nawalać trzecie oko. Ból, otumanienie, zachwiało mną, miałam wrażenie, że zaraz zaliczę glebę. Odeszłam do ściany aby oczyścić ATL'a. A tu niespodzianka. Ściana się rusza! Kto jej kazał?? wszystko widziałam ostro. Kiedy tak przyglądałam się tej ścianie, nagle wpadłam w astral, widziałam jak po ścianie ścieka czarna maź. Nie chciałam dalej w tym być i patrzeć na to. Był wieczór, a kładzenie się spać taplając się w gęstwinach niskiego astrala to nie jest najlepszy pomysł. Poprosiłam G aby nas otulił światłem i aby się pomodlił. Sama sobie zaczęłam oczyszczać aurę ATL'em i czyścić z wszelkiego syfu oczko. Usnęłam, ale nadal bolało. Pomodliłam się o ochronę i wsparcie.
No i we śnie dominowały emocje strachu, irytacji, bezsilności, pośpiechu itd. Jak się okazało, osoba nad którą pracowałam, miała te emocje na wierzchu przez cały dzień. Oczywiście, podejrzewam, że gdyby to nie tyczyło się również mnie, to nic by się nie stało. Jednak te emocje są i we mnie. Więc teraz poszalały.
Po pierwszym przebudzeniu byłam zmarznięta. To co, że u nas w pokoiku cieplutko. Trzęsłam się z zimna. Po drugiej pobudce i dawce tego samego snu, nie chciałam dalej spać. Ale się nie dało. Nie mogłam wstać, otworzyć oczu. Mogłam się przewrócić na bok... - i usnąć. Po raz kolejny budząc się i wiedząc, że jestem tak zmęczona, że i tak nie wstanę, postanowiłam całkowicie się wyciszyć i nie myśleć o tym śnie. Usnęłam. Sen się powtórzył, jednak tym razem się dokończył. Miał swoje "szczęśliwe" zakończenie. Gdy się obudziłam mogłam już otworzyć oczy i wstać. Nadal lekko zmęczona, ale nie padnięta.
Pytanie brzmi: czy włączyło mi się ściąganie syfu dla ochrony danej osoby i oczyszczenia jej, czy był to po prostu wynik tego, że wahając komuś często wahamy i sobie (ciężko jest być daleko od ATL kiedy się nim kręci) ;) czy też może to wynik symbolu na ATL'u. Odkąd go widziałam i miałam 10 lat temu - nie polubiłam. Tak, czytałam o nim same dobre rzeczy, ale moje ciało go odrzucało. Źle się czułam i nie nosiłam. A teraz ATL z tym samym znakiem. Czy Atlanci nie wspomnieli o jakimś drobiazgu, do czego jeszcze może być wykorzystywany ten symbol? Kojarzę go z podróżami. ..., ale mogę się mylić. Nigdzie tego nie ma. Obym nie zawędrowała za daleko ;)
nanii 2006-05-20 17:00:54