jak czesto i po co ?
Gdzies tam gleboko, okazuje sie, ze pomimo otwierania sie na swiatlo, milosc, czystosc, boskie wibracje ciemnosci nigdzie nie odeszly. Nawet maja sie calkiem dobrze. Przeszlosc powraca, czasem ze zwielokrotniona sila. To tak jakby demony przeszlosci zostawily nas na chwilke, na momencik, abysmy stali sie silniejsi i godni uwagi. I kiedy w pelni poczucia bezpieczenstwa zyjemy sobie, bawiac sie w rozwoj i zycie, budza sie znowu Glosy. Wywracaja wszystko do gory nogami. To tak jakbysmy szli w gore ku zrodlu swiatla, jakbysmy szli wewnatrz latarni morskiej w gore. Aby bylo to mozliwe, Glosy milkna na jakis czas, bo okazuje sie, ze wyniszczaja nas i nie moglibyśmy nigdzie dojsc. A Glosom zalezy abysmy szli w gore. ( a zalezy bo?) Bysmy stali sie mocni, potezni. Wiec milkna. A gdy jestesmy juz silniejsi, gdy jestesmy juz prawie, prawie na szczycie, juz wyciagamy dlon ku swiatlu, juz zdobylismy zaufanie straznika latarni, Glosy dopominaja sie o swoja wlasnosc. I .... odwracamy sie o 180 stopni. Nie spadamy, nie dolujemy sie, jednak nie interesuje nas juz swiatlo w taki sposob jak dawniej. Jestesmy na szczycie, widzimy cel bardzo blisko i w zaleznosci od tego jak silne jest swiatlo, rownie silne staja sie cienie. Nasze wewnetrzne demony. I budzi sie wszystko z uspienia. Maski, mury, miecze, zamkniecie, poczucie winy, przegrana, wladza, ..., bol. Im blizej do swiatla tym cienie silniejsze.
Kiedys Basia zrobila cwiczenie i zapytala, kiedy niewidac naszego cienia? Oczywiscie zakladajac, ze stoimy w swietle. Opowiedz jest prosta: gdy swiatlo jest nad nami, a w konsekwencji gdy jest w nas. Ale nie gdy stoimy obok. Wiec jesli chcemy polaczyc sie ze swiatlem ,to stanie niesmialo i nie do konca zdecudowanie, nie pomaga integracji.
Niedlugo jade na krija joge. Bede w pokoju z czlowiekiem, jak sam mowi, o wzorcach strzygowych (watpie, nie czuje go jako strzygi) ale i o wzorcach magowskich. A to juz predzej. I... wiem, ze to bedzie kolejny moment rozliczania sie z przeszloscia. Z ta ciemna, z ta ktora jest zaprzeczeniem Boga. Jedni mowia, ze Pana Ciemnosci nie ma. Rozne teorie, rozne twierdzenia, rozne tllumaczenia. Za dlugo chylilam czolo przed nim, aby stwierdzic, ze mozna to olac i zapomniec. O nim sie nie zapomina (grr, mam poczucie winy, ze posze "go" z malej litery - hehhh). Za dlugo budowalam iluzje na jego czesc, aby to wszystko tak latwo odpuscilo.
Wazne jest, abym z tego zrezygnowala calkowicie. Pomimo wielu deklaracji nadal nie udalo mi sie zrezygnowac z tego do konca. Czasem, kiedy jestem w tym stanie zbyt dlugo, mam wrazenie, ze moze jestem TYM. Jednak wiem, ze gdyby to co czuje bylo tym kim w Istocie jestem, to nie czulabym bolu w ciele. Jest to pewien rodzaj przyjemnosci, ale masochisci tez tak mowia. Przyjemnosc z bolu. Ale mi to przyjemne juz nie jest. Wiec....
Raz na jakis czas ponownie powraca, dopada, im blizej jestem Swiatla tym silniej dopada mnie ciemnosc. Moze jak narazie, na moim poziomie umyslu i zrozumienia, musza istniec obie te sily, abym swiadomie wybrala i podjela decyzje co jest dla mnie wazne i czego pragne. Abym tym bardziej docenila Swiatlo. I nie miala juz tesknot do Ciemnosci. Aby juz nie upasc. Taka, ostateczna droga. ...
Mam nadzieje, ze na zajeciach to bedzie ostatnie moje rozliczenie z ciemnoscia. I ze wiecej nie powroci.
hm... a dzis powrocila tylko dlatego, ze poczulam sie winna skrzywdzenia drugiego czlowieka. Nawet jesli to bylo prawie 9 lat temu.
Poczucie winy to niebezpieczna bron w rekach szalencow. KK wiedzialo to od samego poczatku ;)
nanii 2006-07-08 19:13:07