A taką mam potrzebę popisania sobie:)
Co tam u mnie...
a nawet ok. Byliśmy w Miasteczku z G trzy dni. Fajnie było. Planujemy przeprowadzkę. Gdybym zapytała się odpowiedniej osoby w odpowiednim czasie, to mielibyśmy już naprawdę fajne mieszkanko, za naprawdę niewielką cenę. No ale cóż spóźniłam się... zważywszy na to, że to mieszkanie zagorzałego KKowca ;), który uważał mnie już za prawie straconą ponieważ byłam na kursie Silvy a później jeszcze Reiki [ło matko z córkom] niekoniecznie byłoby mi tam miło ;D On wyjechał do UK wraz z Ż-O-N-Ą szukać lepszego życia. Znalazł. I chwała mu za to :D za to jego mieszkanie zajął ktoś inny:) no to ok.
W Miasteczku spotkałam się z M&M i D :D fajnie było. Zjedliśmy pizze i miło spędziliśmy czas.
Moje obecne Miasto zaczyna mnie przytłaczać. Ostatnio byliśmy na zakupach. Powinno nam to zająć góra 1 h. Zajęło 3. A te dwie to stanie w korkach. Gorąco, spaliny, ogólna atmosfera zniechęcenia. To nas trochę dobiło. Chcemy do Miasteczka, gdzie po zakupy zasuwasz na nóżkach, tudzież na rowerku, gdzie do lasu masz rzut kamieniem. Gdzie usypiasz w ciszy i spokoju. Mam problemy uśnięcia w moim pokoju w Miasteczku. Jest za cicho :)
No ale.
Co tam jeszcze u mnie?
Jestem na diecie. Tak, myślę, że to ważny komunikat. Ale to taka specjalna dieta. Usunęłam z mojej diety dwa składniki. A niech tam. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Moja siorka stwierdziła, że jak zrezygnujemy też z tego (bo mięsa już dawno nie ma) to ona już sama nie wie co my będziemy jedli :)
cotamjeszcze.... aha
Zgubiłam kontakt z moją WJ. Tak jakoś, gdzieś sobie wszystko poszło. Próbuję powrócić. Wewnętrzny głos krzyczy we mnie "@#$%^&* idź i siadaj do medytacji!!" ... a później z pogróżek przeszło do próśb. Obecnie jestem na tym etapie. Nie wiem co będzie dalej. Czuję, że medytacja nie wyjdzie. Jakoś nie czuję kontaktu z wnętrzem moim. Wolę teraz się pooczyszczać energetycznie nie poprzez medytacje, ale z zewnątrz. Krija, hata, świece. Nie lubię czuć ciężkość w medytacji, a takowa teraz jest.
cotam jeszcze....
a zaczęłam pisać powieść. Sprawiało mi to duużo radości. Nawet napisałam sporo. ALE
zobaczyłam coś niepokojącego. Wchodziłam w jakiś dziwny astral pisząc. Ciągle czułam jakiegoś rodzaju podniecenie. Wszystko odbywało się na poziomie drugiej czakry. Do tego stopnia, że zaczęłam odczuwać ból (który może kiedyś nazwałabym przyjemnym rodzajem podniecenia, ale teraz wiem, że to nie jest zdrowa dla mojego ciała ani dla mnie. Ból to ból. Zwłaszcza jeśli uzależnia;) )
Więc przestałam pisać. Jak będę umiała podłączyć się ponownie pod WJ i napisać coś podobnego a nawet i o podobnej tematyce , (to nie ma znaczenia - tym bardziej, że pomysł jest nowatorski), to to zrobię. W tej chwili nie jest to dobry pomysł. To niezwykłe co czasem emocje potrafią z nas wyciągnąć ;)
cotam jeszczeumnie...
a na dziś to wszystko. Już się wypisałam.
nanii 2006-09-16 22:16:43