Działo się to 18-tego:)
Przed snem postanowiłam zharmonizować energie w ciele techniką kriji. Jak skończyłam to nie mogłam się opanować i "musiałam" usiąść do medytacji.
*-a co ty tu robisz obwiesiu? - zapytał jeden z uczących się tam adeptów
-yyyyy, ja tego (kurde, gdzie tamci dwaj się podziali??) - no bo ja chciałem posłać do waszej szkoły magicznej mojego syna (jakiego kurde syna??) no i chciałem (chciałem? a to ja przypadkiem nie kobieta?? oj, to musze otulić się szczelniej tym czarnym płaszczem.... kurde, czemu taki brudny?)
*
Po prostu skupianie się na centrum duszy i na białym świetle dało niesamowite rezultaty. Siadłam do tej medytacji i złapałam kontakt z moim WJ. To było cudowne doznanie i nagle pojawiła się chęć, aby zajrzeć do serca duchowego. I zajrzałam. Zobaczyłam tam cudowność samą. Ja i on - mój ukochany...- opiekun...
no i...
*Wszedł twórca szkoły.
- a któż to? - zapytał bez emocji
[dong dong] nie mogłam oderwać oczu. Czułam zachwyt i rozchodzące się ciepło po całym ciele. Był cudny. Długie blond włosy, proste. Zaczesane do tyłu. Podkreślenie inteligencji, autorytetu. Gdy na mnie spojrzał nie powiedział nic. Tylko stał. Znam go....hmmm, doskonale go znam. Te oczy, tą twarz. Wiem kim jest.
*
...wzruszyłam się
to było niesamowite doznanie. Trwałam tak w tym co czułam. Cala w bieli i cudowności. W pełni zasługująca i w pełni świadoma. I po prostu mogłam tak siedzieć cala noc. Radość nad radościami i miłość nad miłościami. Cudowne połączenie centrum Duszy i serca. Wiedziałam, że On tam jest. I było mi z tym cudnie. Czułam się bezpieczna. Później pogadałam troszkę, (powiedzmy, że to było gadanie. Nie było tam słów, ani przechodzących przez struny głosowe, ani będące tylko w umyśle. Tak, jakbym rozmawiała obrazami i ..."stanem bycia"). Poddałam jedna myśl co jest dla mnie obecnie ważna, i nad czym chciałabym popracować.
no i
wzięłam OMa
*-yyy . eeeee . no bo ja syna chciałem. Do waszej szkoły.
- myślisz, że jest godzien?
-myślę, że tak. - Ale miałam przeświadczenie, że już nie do końca mówimy o tym samym. - Chcę zobaczyć jak Ty walczysz, aby zobaczyć, czy wy jesteście godni przyjąć mojego syna.
- Dobrze, zobaczysz jak walczą moi najlepsi.
-Nie. Ja chcę zobaczyć jak TY walczysz. - I znowu ta cisza, ten jedyny kontakt na jaki mogliśmy sobie wtedy, tam pozwolić. Mądrość to główna cecha jaką zdołałam odnaleźć w nim samym.
-Dobrze więc. Zobaczysz. Będę walczył z najlepszym.- i pojawił się taki sam jak on. Również w czarnym płaszczu, wysoki, białe włosy... nawet twarz ta sama, te same rysy, tylko że tęższy. Bardziej zbudowany i z mniejszym spokojem wewnątrz.
*
...i zaczęłam wahać z intencja transformacji wszelkich negatywnych energii, wibracji w białe światło i poczułam się cudnie. Gdy skończyłam położyłam się spać. Usnęłam bez problemu. Nadal skupiona w centrum Duszy. i spałam.
*zaczęli walczyć. Zmieniali postacie, stawali się tym czym chcieli. Nie czułam, aby to było ważne. Już nie byłam tamtym kimś. Byłam tym "synem". Yyy Albo raczej - "córką":)
Później była moja kolej walki. Z jakąś chudziutką, jednakowoż bardzo utalentowaną, dziewczyną. Wszystko było ćwiczeniem, uczeniem się w tej szkole. Gdy zostałam z siłą ogromną pchnięta w tył, przeleciałam przez 3 pary drzwi, aż w końcu wylądowałam w Jego pokoju. Był bardzo czysty. Zielony. Prosty. Kanapa, fotel, jedna szafka. Nic więcej. Za to z wieloma odcieniami tego koloru. Służący (notabene ten, który mnie przyprowadził do tego miejsca pod pretekstem wykradzenia dokumentów) wkładał do wnętrza ...-powiedzmy, że torby, matę z kształtem smoka. Tak mi się przynajmniej wydawało. Wiedziałam co to znaczy. Czas był na misję. To moja pierwsza. Coś jak sprawdzian umiejętności. Działanie w terenie. Czarny koń, cudny, wspaniale się dogrywaliśmy w galopie. Nagle przebłysk i widzę równoległy wymiar. To mój Miasteczkowy dom i pani sadząca cebule. Kee??
- O, dzień dobry K. Widzę, że wyruszacie. No to powodzenia i pamiętaj, że zło dziś lata wysoko. - hmmm.
Popędziłam dalej aż dojechałam do Placu Wolności. Większość już tam była. Nie podróżowaliśmy w grupach. Każdy to indywidualista szkolony w swojej dziedzinie.
Wszyscy poukrywali się w kępie drzew. Na szczytach. hmm, no dobra, niech będzie, ja też tak zrobię. To moja pierwsza misja. Oni zapewne wiedzą lepiej.
*
sny były ... no.. nie powiem ze jakieś super, ale to tak jakby się wszystko układało w mojej głowie. Jakieś stare zaprzeszłości.
ale następnej nocy...- to było coś cudnego:
*kurde, wybrałam kiepskie drzewo. Na samym brzegu. Przecież tu się nawet nie ma jak ukryć. Kurcze, i dlaczego wszyscy są w takiej ciasnej grupie? Przecież tam łatwo ich dorwać.
Zmieniłam zdanie. Zeszłam z drzewa. Usłyszałam odgłosy dezaprobaty. Miałam to gdzieś. I tak wiedziałam, że robię dobrze. Nie zamierzam bez sensu się narażać i z góry być skazaną na klęskę. To jest najgorsze co może być. Posiadanie świadomości klęski i nie zrobienie z tym nic. Tylko czekanie na "bohaterską" śmierć. Dalsza część snu to niepotrzebne słowa.
Budziłam się bardzo powoli czując jeszcze posmak bycia gotową do działania. Mogłam jeszcze tam wrócić. Ale wiedziałam, że wpadnę w niski astral i po obudzeniu będę padnięta. A nie chciałam. Budząc się pozwoliłam sobie na rozkosznie powolne wychodzenie z tego stanu czucia snu i dobrze wykonanego zadania. Mimo tego, że nie doszło do konfrontacji ze "złem" ;) Ale mój test został zakończony. Przynajmniej na teraz. Zdałam.
Wstałam wyspana i uśmiechnięta. Czułam się super, bo spałam od początku do końca :D
Wiem, że to był On. Jak byłam mała często mi towarzyszył. Był chłopcem. Miał blond włosy. I dokładnie pamiętam jego twarz. Była taka sama. Nic się nie zmienił :) oprócz tego, że rośnie. :) Razem ze mną. Często w snach mówił mi o ludzkim umyśle i o rozwoju. O tym co to jest karma i o ludziach. Często w snach dogrywały jakieś moje resztki niektórych wzorców. Tak jakbym nie mogła ich oczyścić tam gdzie byłam wcześniej, bo będąc tylko tu, w materii, mogę się do końca od nich uwolnić. Tak jakby też poniekąd to on mnie wychowywał.
Nic to.
W tym śnie dowiedziałam się kilka rzeczy o sobie. I dobrze. Do niektórych spraw jeszcze nie dojrzałam. A inne stały się już pełnią :D I super :D
nanii 2006-09-19 09:16:21