moja ukochana..., ta, przez którą miałam wątpliwości czy przypadkiem nie jestem less :)
Ciepła, mądra sercem, uzdolniona. Coś mi się zdaje, że moje uwielbienie jej jest wynikiem jakiś praktyk w przeszłości. Z pewnością do odliczenia. Jeśli się odliczy to przynajmniej jest szansa, że nadal będzie mi bliska, ale nie koniecznie ze ślepego zauroczenia :) Jak kolwiek.
Miałyśmy kiedyś wspólną sesję. Na nasz wspólny temat. No cóż. Nadal twierdzę, że jest moją ukochaną. Zobaczymy. Może przyjdzie czas, gdzie nasze wzajemne uwielbienie siebie się jakoś uzdrowi:)
Niestety tak się poplątało, że rozeszłyśmy się. Coraz mniejsze porozumienie. Zero kontaktu. Później Szkocja - smutek, żal i co tam kto może dołożyć smutnego.
Ale nie potrafiłam jej skreślić całkowicie. Nie potrafiłam o niej zapomnieć. Wciąż jakoś zdarzały się okazje, gdzie jak teraz na to patrzę, były okazjami do uzdrowienia naszej relacji. Nie skorzystałam z nich. Ani razu.
...aż do teraz.
Trafiła się okazja i nie dałam już rady, aby nie zacząć wyciągać to co mnie gniotło, to co powodowało ten smutek i pretensje. I zaczęłyśmy rozmawiać. I udało nam się. Udało nam się to poukładać. Udało nam się wyjaśnić i spojrzeć na to inaczej. Udało nam się to uzdrowić.
Odzyskałam ją. I już nie stracę.
Zaczniemy od nowa. Od początku. Na nowym poziomie. Nowy lewel. Wyższy.
Kocham Cię - ukochana Duszo
nanii 2006-10-16 18:57:23