po radosnej i bardzo owocnej sobocie, sny miałam ok.
Wiem skąd się wzięły poprzednie. Miały jedną wspólną cechę. Moje poczucie winy. A im bardziej wiedziałam, że dana jednostka mi przebaczyła tym bardziej winna się czułam, bo nie doświadczyłam jeszcze kary, bo one mnie nie zamierzają karać. (Dinuś i MC :) )
Więc skoro tak jawnie to wychodzi to zabrałam się za przebaczanie sobie. Okazuje się, że poczucie winy jest największym czynikiem ograniczającym i zaniżającym nasze wibracje i nasze chęci do działania do stwarzania. Wina i kara. hmm.
Niestety, dzisiejszej nocy znowu był sen, który mnie dręczył. Nie było tym razem poczucia winy. Nie wiem do końca jaki rodzaj emocji tam dominował, o co chodziło PS, ale pewnie się zorientuję za jakiś czas :) ostatnio zajęło mi to dwie noce, ciekawe jak szybko będzie tym razem :)
No cóż, skoro PS wybrała ten rodzaj komunikacji, to narazie go uszanuję. Ale tylko przez jakiś czas, bo sen chyba powinien służyć regeneracji a nie dręczeniu ;)
nanii 2006-10-23 12:22:26