filmy*`* inspiracje*`*działania
a tak w ogóle to chciałam powiedzieć kilka słów na temat wiadomego większości "tej" społeczności, filmu.
The Secret
Obejrzany, zainspirowany iiii - nie zapomniany.
I co z tego, że tą samą receptę na kreację znalazłam kilka lat temu w mojej ukochanej książce Bacha "Iluzje", i co z tego, że znalazłam ją również w książce "Tworzenie pieniędzy"... co z tego, że znalazłam ją jeszcze w wielu innych miejscach, co z tego, że wielokrotnie Basia M. powtarzała to do znudzenia na zajęciach. I co z tego, że korzystałam z tego z sukcesem, skoro jakiś czas po osiągnięciu celu, zapominałam (?) i nie stosowałam tej metody, aż do ewentualnej następnej przypominajki. Okazuje się, że TA forma filmowego przekazu, najbardziej zmotywowała mnie do działania. Może dlatego, że PS nie miała szans na nudę i ucieczki. Bo na ekranie ciągle coś się działo, kolory, muzyka, tu trzeba czytać, słuchać, patrzeć. Przekaz na wielu płaszczyznach. No to zakasałam rękawy i sprecyzowałam to, czego pragnę. Nie czekałam aż znajdę odpowiednią tablicę korkową, nie filozofowałam niepotrzebnie, po prostu idąc za ciosem zrobiłam sobie samodzielny plakat i narysowałam to co jest dla mnie ważne.
No ale dość o tym co było, co wiedziałam i jak to działało.
Kiedyś zdarzało mi się, że coś mnie olśniło, ukochało, dało sił i wiary, a ja, zamiast działać i iść za ciosem dobrej energii, która zaczęła mnie otaczać, czekałam olśniona aż przejdzie, aby dopiero później, kiedy już będzie trudniej i ciężej, mogła spróbować działać, i wtedy może uda mi się coś zmienić. To takie jeszcze przywiązanie do gniotów życiowych, przekonanie o tym, że musi iść ciężko, z wysiłkiem, bo tylko to jest wartościowe co osiągnęło się ciężką pracą :/
Ucieszyłam się widząc, że już tego nie ma.
Po oglądnięciu filmu idę za ciosem.
Zrobiłam sobie plakat dążeń. Narysowałam to czego pragnę i powiesiłam przed łóżkiem, aby co rano i wieczór widzieć to co do mnie pędzi jak wielka ciężarówka zdarzeń zbliżająca mnie do celu. Film dał mi (tudzież po prostu przypomniał) receptę na życie, którego pragnę.
I zadziałało ;)
W nocy PS podsunęła mi info co myśli o tym czego pragnę. Dała mi podpowiedź jak mogę osiągnąć to co chcę (w łatwy sposób!) i pokazała czego w związku z tym się boi i jakie ma wątpliwości.
Okazało się, że świadomie pokazałam jej, że już się nie musi tego bać, że nie będzie takiej opcji, że nie dam jej (nas) skrzywdzić i będę się kierowała szacunkiem do nas (siebie). Nie tylko PS miała w tym udział. NS również dołożyła swoje trzy grosze. Przekazała mi, że jeśli przyjdzie do mnie ta łatwość w osiągnięciu celu a ja ją zmarnotrawię, nie wykorzystam, nie pójdę za ciosem... - to lipa. Nie dostanę nic. Wzrośnie brak szacunku do siebie, poczucie winy, karanie siebie.
Zatem chylę czoło i w pełni świadomie rozglądam się za tą szansą i okazją, której nie chcę utracić. Czuję, że właśnie dzieje się coś, co przybliża mnie do sukcesu. Każdy sygnał, każde zawirowanie energii sprawdzam i idę za tym. Mam cel. I nie zawaham się go użyć :)
nanii 2006-11-18 10:26:22