no ciekawe.
Zauważone dziś.
Graliśmy w scrabble.
Mam problemy z wygrywaniem. Zastanawiałam się dlaczego. Wygrywa się fajnie, to jest miłe jak się coś nam uda. No dobra. Ale ja nie mam pojęcia jak się wygrywa. Nie wiem jak powinnam reagować, co robić. Robi mi się przykro jak inni przegrywają i myślą, że teraz cały świat im się zawalił (a to tylko gra planszowa:P), bo widzę ich miny i smutki więc hamuję moją radość z wygranej. A jeszcze czasem dochodzi do tego, że ktoś obrazi się na to, że przegrał i woli więcej już w tą grę nie grać. A ja uwielbiam grać! Te wszystkie pomysły jak ułożyć odpowiednią sekwencję (rummikub, scrabble, szachy), myślenie trójwymiarowe. To jest dla mnie fascynujące. I wciąż nowe możliwości czekające na odkrycie:) Ale jak widzę, że ktoś jest taki smutas i rezygnuje z dalszej gry, to ja już wolę przegrać, ale mieć z kim grać ponownie. A zatrzymywanie radości z wygranej mnie za bardzo męczy. Więc wolę być takim gabinetem cieni :) i cieszyć się grą i patrzeć jak inni też się cieszą.
hm.
ciekawe.
Bardziej bawi mnie sama gra (stwarzanie, kreowanie, oczyszczanie, rozwój itd.) niż samo wygranie (finał, gotowa kreacja). Hm. Tam boję się, zasmucić innych..., czy w kreacji jest tak samo? Bo mi się uda, bo ja sobie wykreuję i będę miała a inni nie...!!!!
AAAAAAAAAA O_o
kurde, przypomniałam sobie jak mój tato mówił mi coś takiego: "daj tę zabawkę innym dzieciom, bo oni nie mają", "podziel się z nimi, bo oni nie mają i będą bardzo szczęśliwi jak im to dasz", "zobacz jacy oni smutni, bo nie mają tego co ty-daj im to" i tak dalej...
A przecież skoro ja kreuję i nie robię tego kosztem innych ludzi, no to przecież zasłużyłam na to, aby korzystać z mojej kreacji, prawda? Przecież skoro włożyłam w to moją energię, a jeszcze na tym skorzystają inni, ALE nie moim kosztem, no to przecież jeśli znajdzie się gdzieś jakaś taka moja ciocia, która woli nie mieć nic, bo mają ci co kradną, tudzież rozgląda się wszędzie i dookoła i sprawdza co kto ma i porównuje z tym co ona ma a jeśli ktoś ma więcej, tudzież "lepiej" wg niej, to jest "nie fajny" i zostaje wykluczony (sic!) ze społeczności rodzinnej chyba że jej to da, no to trudno. Nic na to nie poradzę, że są tacy, którzy uważają, że im należy się wszystko a w zamian nie muszą robić nic. I tak przez całe życie. eh... więc ja też wolę nie mieć nic,..., aby im nie było smutno, że mam, tudzież abym nie czuła się winna, że mam i muszę im dać (tudzież nie chcę im dać)...
Boooooszszszsz , ale bagno.
I przez ten cały czas powoli ograniczam się we wszystkim w czym mogę. A jeśli już coś mam, (bo sobie przeafirmuję zasługiwanie i co tam jeszcze), to jeśli mi nagle wywali, to albo to niechcący niszczę, psuję, aby przede wszystkim, przestało być atrakcyjne dla innych, aby tego nie chcieli, bym nie musiała im tego dawać.
Kuuurdeee. Moja piękna zielona (droga:) ) bluuuzkaaaa..., aparat (!), rower (! cholera, musiałam oddać mój mały rowerek. Dlatego teraz, pomimo tego, że mam trzy rowery, żaden nie jest do końca sprawny, ale wystarczająco, abym mogła jeździć), i to NIE WSZYSTKO!! A kreacje, stwarzanie, a jasnowidzenie, a erd, a swoboda w mówieniu, przejawianiu się itd?! Kurcze, niech tylko coś podskoczy do góry i zobaczę reakcję nie zawsze ..."miłą" no to mnie coś trafia i zaraz staram się zablokować, przerwać kontakt z WJ, przestać widzieć itd KURDEEEEE!!! i peszę się zawsze, gdy ktoś doceni (szczerze) to co przejawię. Bo nie wiem jak reagować. Nie wiem co powiedzieć. Bo zazwyczaj w moim otoczeniu ( w dzieciństwie) byli ludzie, którzy mnie baaardzo nie lubili za to, że tyle rzeczy mi wychodzi i umiem. ... Więc wolałam przestać umieć. ..., a nawet wolałam im podsunąć jakiś pomysł, a później oni spijali całą śmietankę !! aaaaa i kurwa jego mać obecnie robię to samo!!!!
ehh.
Poniosło mnie. Czuję się wściekła, że tak bardzo się przez praktycznie całe życie podkładałam.
A coś mi się zdaje, że to i tak wierzchołek góry :(
Nosz ło matko z córkom żetakpowiem :/
A miała to być taka miło odkrywcza notka. Spokojna i w ogóle. eh jooo. No nic to. Trza zakasać rękawy i przestać się bać, że jeśli mi coś wyjdzie, to zostanę wyrzucona z danej społeczności. Nosz kurde, jak nie pasi, to znajdę taką społeczność, gdzie będzie wzajemne docenianie, akceptacja i życzliwość. Przecież nie jestem skazana na tę jedną jedyną, nie? Życie przynosi ciągłe zmiany. Zmiany są doskonałe w swej naturze. (przynajmniej zmiany w moim życiu). No to czego tu się bać? Starych gniotów chcę się trzymać? A no jasne, bo te przynajmniej znam, a nie wiem co przyniosą zmiany, nawet jeśli wiem, że są na lepsze :P
Ale pierdoły.
No to zakasujemy rękawy i do dzieła :D
nanii 2006-12-14 22:39:31