i po świętach :)
Było miło na samej wigilii. Później wieczór, noc, poranek i inspirujący spacer u siorki kochanej, powrót do Miasteczka i przybycie gości - druga siora z rodziną. Jej druga córka, przy której porodzie byłam, stwierdziła, że chciała, aby mama ją mi wypożyczyła na tydzień. Chciała być ze mną i spać u mnie. Chyba bardzo chce mi się przypodobać i wymyśla co rusz nowe pozycje jogi. Nazywa siebie dzieckiem jogi. ahmmm. No i... puentując - Nie chcę mieć już nic wspólnego z D. (no dobra. Mamy wspólnego ojca. Ale nic więcej) i już do niej nie pójdę. Jak do tej pory starałam się ją zrozumieć, obronić, wytłumaczyć. Koniec. Tej pani już podziękujemy. I co z tego, że ma dla mnie piękny oryginalny japoński kalendarz przywieziony na zamówienie? Nie chcę go. (sic!)
Kochanie moje przyjechało po mnie i uratowało mnie.
Zatem owszem, same święta jako tako były bardzo miłe i życzliwe, trzeba tylko wykreślić przybycie tej baby. Reszta rodziny - ok. A suka może iść paść się na trawkę.
No dobra. Tak naprawdę nie życzę jej źle. Nie chcę tylko mieć z nią nic do czynienia.
amen.
nanii 2006-12-26 20:09:14