dziś miałam koszmar.
Śniło mi się, że mam kogoś kto bardzo mnie kocha (a we śnie byłam samotna). Czułam się w jakimś stopniu spełniona. Ale nagle pojawił się ktoś (śmierć), kto miał ciało kościotrupa (energetycznie) i zaczął mi zabierać każdą bliską mi osobę. Jeśli byliśmy w dużej grupie, to nic się nie działo. Ale jak byłam tylko ja i ktoś mi bliski - to umierał. "Spławiłam" ukochanego, bojąc się, że umrze. Zebrałam pozostałe 4 osoby mi bliskie w jednym pokoju, gdzie świeciło się światło. W kuchni właśnie umarła kolejna osoba. Zastanawiałam się czy powiedzieć wszystkim co się dzieje i dlaczego inni umierają. Nie wiedziałam czy mi uwierzą. Napięcie i strach rosły coraz bardziej. Zaczęłam bać sie o ukochanego - bo co jeśli śmierć widział nas razem? A ON był już coraz bliżej. Czy zabierze nas wszystkich naraz? Poczułam silne uderzenie i ze zrywem i bijącym serduszkiem obudziłam się.
Dzień lub dwa temu też miałam koszmar. Obudziłam się z szalejącym sercem i nie mogłam go uspokoić...
Mam nadzieję, że G. wybaczy mi kopniaka, którego mu dałam jak usypialiśmy (jeszcze przed koszmarem). Całe ciało zrobiło duży zryw. Tak silny, że G. dostał w piszczel. :( Nie chciałam... A śnił mi się w tamtym momencie tylko żywopłot i jabłko, które chyba wypadło mi z rąk.
nanii 2007-01-02 10:36:12