właściwie to cieszyć się powinnam. Kreacje przecież cudownie idą do finału.
Czemu zaczęło się pitolić w innych dziedzinach? Bo co? Poczułam się winna, że może nam się udać? Rozgorzała wieeelka bitwa klanu. Nie powiem, byłam zapalnikiem w pomieszczeniu pełnym gazu. G. nigdy nie widział mnie jako osoby krzyczącej w taki sposób i tak bardzo zdenerwowanej. Próbowałam to jakoś naprawić. Poskładać. Przedstawić swój punkt widzenia, aby go później wyjaśnić, zmienić - bo przecież głównym motorem produkcji gazu jest mój ojciec. Więc chciałam skonfrontować wersje wszystkich zainteresowanych. Nie udało się. Wyszłam tak czy inaczej na tą be. G. zaproponował całkowite odcięcie, olanie. Aby przestać tłumaczyć, poprawiać wersje gazownika, który kłamał i mącił. Skoro to i tak nic nie daje a słowom obraźliwym i, nie ukrywam, bolącym nie ma końca. Dlaczego teraz, w tym czasie stałam się zapalnikiem do mega bomby rodzinnej? Nie mogłam z tym poczekać do całkowitej materializacji tych cudownych kreacji? Co, było za duże natężenie energii stwórczej i chciałam ją gdzieś rozładować? Bo się przestraszyłam tego co idzie do mnie? No to mam. Albo i nie mam. Mam nadzieję, że kreacja z rozpędu wpadnie tak czy inaczej w moje progi. A rodzina? A poszła w pizdu. Przynajmniej jej część. Bardzo głośna część.
Chciałabym to przerwać. Tak całkowicie przerwać i zakończyć. Powiedzieć: sorry, nie interesuje mnie to już. Próbowałam to wytłumaczyć i naprawić. Zdaje się, że i tak każdy wyciągnął z tego co mówiłam to co chciał. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Powiedziałam już wszystko. Nie zamierzam dać się zakrzyczeć krzykaczom. Moją intencją nie było wypluwanie tego co mi siedzi na żołądku, tylko skonfrontowanie wersji. Bo są różne. Ale skoro ma to wyglądać na arenę walk to ja dziękuję. Wypisuję się. Róbcie co chcecie. Między sobą. Mogę tak powiedzieć? Mogę tak zrobić?
Popsuło się. Po prostu się popsuło.
nanii 2007-01-09 12:19:39