Po tych wszystkich historiach dramatycznie telenowelowych moja nerwica przejęła stery w moim mózgu. Chyba nie zdawałam sobie sprawy, jak silnie zakorzeniły się te wzorce. Jak bardzo zaprzeczam sobie i temu kim w Istocie Jestem. Jak bardzo chcę jeszcze dopasować się do schematu "ludzkiego" i jak silnie walczą we mnie te płaszczyzny. Przeszło to już na plan fizyczny. Znaczy się na moje ciało. Skutki nerwicy przejęły nie tylko funkcje mózgowe, ale i zagnieździły się w sercu, w splocie, w brzuchu (jako takim). Ale ten na "B" ;) trzyma sztamę ze mną i podsuwał raz za razem narzędzia do zmian. Pierwsze podsunięcie olałam. Drugie również. Trzecie..., trzecie wzięłam i zastosowałam. Wzięłam te wcześniejsze i zabrałam się za ponowne przejmowanie sterów mojego życia (tudzież po prostu mojego ciała). Po południu ATL i OM, aby przestało boleć i abym mogła ponownie logicznie myśleć. Melisa była dzień wcześniej. Po późnym popołudniu obowiązkowe słuchanie zajęć Leszka o nerwicy. (lol) i jeszcze został mi jeden dzień do przesłuchania, gdzie główny temat to depresja (co się oczywiście wszystko łączy). Więc idąc za poradą położyłam się do sesji reberthingu. G. siedział niedaleko i pilnował ;) bo o uśnięcie nie trudno. Po zakończeniu wstałam i ... ja cię kręcę. Dwa razy w tygodniu, jak "lekarz" zalecił będę kładła się do porządnego oddychania. I nie ma uciekania i wykrętów! Nie ma co się oglądać na przeszłość. No. Szacuneczek do siebie musi być :)
nanii 2007-01-11 21:24:26