no to jak ten "lekarz" już zalecił 2 razy w tygodniu tę sesyję reberthingową to dziś położyłam się grzecznie do oddychania ponownie (oczywiście również grzecznie ziółka piję. Dwa kubeczki dziennie:) ). Zdaje się, że przestałam oddychać tylko dwa, może trzy razy. (hihi, lepiej niż ostatnio). G. czuwał. Po jakiejś godzinie coś się zmieniło. Umysł stał się trochę inny. Jakby bardzo mocno świadomy. Dostałam tężyczki. I zaczęła się sesja regresingu. W sumie to sama sobie odliczałam, ale tak właśnie chciałam. Więc sesja przeszła po prostu cudownie. Uryczałam się jak bóbr. I odliczyłam co mi do głowy przyszło. A co mi nie przyszło też odliczyłam ;) I wywaliło to wszystko co uruchomiło ostatnio nerwicę.
Pamiętacie taki specyficzny stan podczas dobrej sesji, gdzie nagle wszystko staje się jasne i czywiste? Każda nasza intencja, decyzja, przyczyna i skutek w danym temacie jest widoczna jak na dłoni. A później okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej, bo nagle poziom mętnych wód spada i widać od razu jeszcze więcej. No to tak było. Odliczałam, odliczałam i odliczałam :)
Czyli mam nadzieję, że ten temat już rozszyfrowany (oczywiście praca nad tym się nie zakończyła. Teraz trzeba zapełnić umysł pozytywami, aby w miejsce oczyszczone, starocie nie przyszły i nadal 2x w tygodniu oddychanie:)).
Po sesji głodna jak łoś :D Zjadłam kolację i MOMENTALNIE zaczęli gadać do mnie ludzie. Część z nich w temacie, który tylko spowodował u mnie uśmiech (a wcześniej ręce mi już opadały z bezsilności i też powodował reakcje nerwicowe) i ogólnie dobrze się ta rozmowa skończyła. Ktoś inny zaczął rozmowę również w "temacie", ale tym który dopadł mnie ostatnio! Normalnie zaczęłam zerkać z zaciekawieniem co z tego wyniknie:) oczywiście oba tematy pojawiły się na sesji (oczywiście:>)
I okazało się, że osoba, zupełnie nie znająca sytuacji, (mówię o telenoweli rodzinnej), zaczęła używać dokładnie tych samych słów, które między innymi wzbudziły we mnie burzę nerwicową. Tak patrzyłam sobie na to wszystko i moim pierwszym odruchem było zrezygnowanie z dalszej rozmowy. Bo nie było sensu. Totalne pole bitwy się zaczynało, a ja nie miałam na to ochoty. No to zrezygnowałam. I to było już w moim odruchu, a nie w przemyślanym dokładnie schemacie:) Suuuper :) A później zaczęłam się zastanawiać dlaczego po raz kolejny mnie to spotkało? Najpierw Dorota, a teraz on. I to te same teksty! (chociaż Dorocie dałam szansę na pełen popis, a tu zakończyłam już na początku). Tłumaczyłam sobie, że przecież sesja też ruszyła te tematy. Więc dlaczego pojawiło się to ponownie? Zaczęłam szukać. No i eureka! Bałagan jak nic. Może jednak powinnam poprosić G. aby sesję nadzorował, jak sobie sama robiłam. Bo pewnie powyciągałby to co umknęło mojej uwadze. Za to G. i tak mi pomógł później. Jak mu powiedziałam o co chodzi, podłapał temat i zaczął ciągnąć dalej. I zaczął się online z moją PS. Dobry jest :D Okazało się, że w momencie, gdy on coś powiedział trafnego momentalnie zapominałam co mówił. (sic!) Wiec grzecznie wzięłam kartkę i długopis i wszystko zapisałam. No, będzie trochę pracy.
Jeśli jeszcze raz ktoś oskarży mnie o ... (nie powiem o co, aby nie prowokować:P ), to najpierw urwę mu głowę i nasikam do środka, a później będę się zastanawiała co jeszcze zostało w tej mojej pięknej i nie docenionej główce do przetransformowania:)
nanii 2007-01-16 21:50:43