i bawiłam się naprawdę cudownie. Gotowałam, rozmawiałam, bawiłam się "w sklep" (z Patunią), i "w kino", poczytałam trochę "witch", śpiewałyśmy we trzy (choć przypominało to raczej darcie się) naszą wspólną piosenkę, kąpałam się w bąbelkach (nie pamiętam ile lat temu po raz ostatni miałam bąbelki w wannie) ... Nie obyło się bez stresu i ścisku strachu, oraz nerwicowego "nie wiem". Byłam u Anuli a tato wrócił do Miasteczka i widział się z Dorotą. Przestraszyłam się, że teraz on zna "jej wersję", że teraz to on ma na mnie takie zdanie kiepskie, że nie da mi nawet dojść do słowa, że jeśli spróbuję z nim rozmawiać, to będzie to zwykła pyskówka a ja tego nie chcę... Po rozmowie przez telefon z G. uspokoiłam się troszkę. Później z Anulą gadałyśmy do 1.00 am
Właściwie w "temacie" nie rozmawiałyśmy za wiele. Kładąc się spać wróciłam myślą do "tematu". I zaczęłam modlitwę. O to, aby mojemu tacie rozjaśniła się świadomość i Dorocie też (a co tam - mi też), aby wszystko dobrze się ułożyło, aby wszyscy spojrzeli na tą sytuację zdrowym i życzliwym spojrzeniem. Właściwie to ..., w tej modlitwie niewiele było słów, tylko na początku, a później poczułam silną intencję, aby to wszystko wokół nas się uzdrowiło, oczyściło. Poczułam baaardzo duży spokój. Aż się zdziwiłam, że poczułam się taka spokojna (!) Usnęłam. Śniło mi się średniowiecze.
Wyspałam się :)
Rano przez moment gadałam z mamą. Powiedziałam jej, aby mówiła prawdę dlaczego boję się z nim spotkać i że byłam w Miasteczku przejazdem i że jestem u Anuli. Aby nic nie kręciła, aby mówiła tylko to co wie.
W sumie..., późnym popołudniem Anula dostarczyła mi kilka informacji. Zdaje się (ale to są nadal moje domysły. Nie było wtedy jeszcze nic dokładnie wiadomo), że Dorota nie przedstawiła "tragicznej" wersji naszej rozmowy, tylko fakty z jej punktu widzenia (hm). I wszystko zostało zwalone (Bogowie, jakim cudem?????) na moją mamę. Smutne. W każdym razie. Tato mnie nadal lubi. Nie mam pojęcia jak to się stało, że cała złość i poplątanie przeszło na moją mamę, ale zdaje się, że mogę niedługo spokojnie pojawić się w Miasteczku.
Niewiarygodne.
Udało mi się z tego wyplątać. Ich złości i neg. intencje przeniosły się gdzie indziej, a ja zostałam uwolniona.
I zabawna rzecz się zdarzyła.
Dziś gadałam z Dorotą - ale nie TĄ. Tylko z taką moją kuzynką. Mniejsza o co się pogryzłyśmy. Było trochę ostrych słów. Cały czas skupiałam się na faktach a nie epitetach. I coś niezwykłego się stało. W konsekwencji ona mnie przeprosiła. I to było dla mnie zaskoczenie. Ja myślałam, że jestem jedyną osobą, która wie do czego służy to słowo (tak, czasem je używam. Niestety często się okazuje, że na ch. mi to było potrzebne, bo ktoś sobie jeździł po mnie tym bardziej:/). No i ja ją też przeprosiłam i jeszcze raz wytłumaczyłam o co mi chodziło (bo jakimś cudem ludzie rzadko słyszą fakty a skupiają się na jakiś dziwnych jazdach ofiary, kata tudzież ściany lub krawężnika) i że również ją przepraszam, że może moje słowa czasem były zbyt ostre i że nie było moim zamiarem jej skrzywdzić tudzież się na nią rzucić, ale odzyskać moją płytę:) i że rozumiem, że mogła totalnie zapomnieć, gdzie ona jest itd. No i ona znowu przeprosiła, że tak się to stało i że popyta jeszcze ludzi, może komuś innemu ją dała.
Puentując: cieszę się, że Świat pokazuje mi jakie zmiany zachodzą we mnie i na jakim poziomie ugruntowania się one znajdują.
nanii 2007-02-05 23:16:20