Śniło mi się, że leżę na zielonej trawie, czuję przyjemny chłód i "soczystość" zieleni. Bawię się gałązką akacji i podziwiam jej strukturę. Fascynuje mnie to co czuję dotykając jasno zielone listki. Podchodzi do mnie biały kot. Podnoszę się i zaczynam go głaskać. Jest mu przyjemnie więc kładzie się na grzbiet. Gładzę jego brzuszek. Okazuje się, że to dziewczynka. Patrzę na jej oczy. Mają kolor złoty. Nagle otwiera jej się trzecie oko i ma kolor pięknego błękitu. Pomyślałam, że to takie naturalne, że gdy dotykam innych to otwiera im się trzecie oko. Nawet zwierzętom. Przestaję ją głaskać a dodatkowe oczko robi się złote a później zamyka się znowu. Więc ponownie ją głaszczę. Najwyraźniej sprawia jej to przyjemność. Trzecie oko ponownie się otwiera.
Później wstaję i idę do domu. Okazuje się, że jest tam mój Dinuś. Cieszę się ogromnie. Pomyślałam sobie, że jednak nie umarł. Nie wiem, że to sen. Zaczynam go głaskać. On się przytula. Ma srebrno rudą sierść. Nie ma oznak choroby. Żadnej z chorób. Cieszy mnie to i przez głowę mi przechodzi, że śmierć jednak dobrze mu zrobiła. Teraz wydaje się bardziej szczęśliwy. Przechodzi mi przez głowę myśl, że on właśnie pokazuje mi, że nie obwinia mnie za to, że nie było mnie przy jego śmierci, że nie ma do mnie pretensji o to, że go nie uratowałam. Nadal się przytula, a głaskanie sprawia mi dużą przyjemność. Jak zawsze zresztą.
nanii 2007-02-22 16:15:37