Ja wiem.
Wiem
Wiem
Wiem
Sen
Śpię przy boku G. Budzę się. Przede mną okno. Widzę wyraźnie każdy szczegół. Przychodzi do mnie myśl, że przecież mam zamknięte oczy. Ściskam mocniej powieki. Oczy mam zamknięte. Więc dlaczego widzę? Uf. Nareszcie przestałam się bać i widzę. Kieruję uwagę do wnętrza i ponownie usypiam.
Wahanie OMem u Michała. Wiem na czyim łóżku się położył. Patryk. Tylko on nie pasuje do reszty mężczyzn z pokoju. Tylko on dba o to co wokół niego. Tylko jego łóżko się wyróżnia...
- Skąd wiesz? - pyta Michał.
...
- ...3 2 1 0 już. A kiedy odliczę od 3 do 0 przypomnisz sobie jak tak ci obiecują i obiecują a tu mijają trzy lata i nadal nic się nie zmienia...
- No właśnie 3 lata. Skąd wiesz, że minęły trzy lata??? - strach. Oni wiedzą, że ja wiem. Ja K. jestem bezpieczna kiedy inni wiedzą, że ja wiem. Zaraz zaraz,... co ja miałam odliczać? Aha. To nie ja leżę jako klient. Skup się do cholery!
Pierwsze noce to koszmary. Jestem przekonana, że śpię na żyle. Uciekam do G. Tam śpię lepiej. Chociaż już pierwszej nocy moja Muszelka dostaje kopniaka. I dowiaduję się dlaczego buduję oponkę bezpieczeństwa wokół mojego ciała. Nie jest to strach przed brakiem kasy, przed przyszłością, przed brakiem jedzenia... Poczucie bezpieczeństwa. Brak. Strach przed...?
Wiem.
Ja wiem.
agresja.
Kolejne noce. Śpimy u Marioli blisko osiołka. Jest miło. Chce mi się kochać. Nie ma gdzie, nie ma jak. G. wychodzi z sauny pół nagi. Zdejmuje ręcznik. Dech mi zapiera. Nie ma gdzie...
Zostają tylko sny.
Kolejne noce to powtarzające się sekwencję snów z "moim" synem w roli głównej (obecny syn Doroty). Mariola podpowiada, że może mnie wzywa. I znowu on, i znowu, i znowu. Cztery noce to on.
Coś gryzie mnie w nerkę. Budzę się z bólem w boku. Basia podpowiada, że to zranienia. Później oczyści wątrobę, żołądek, jelita, gardło, zęby, uszy, zatoki, trzecie oko. Smacznie śpię z wizją.
Latam. A ludzie na dole z kolorowymi ubraniami mówią, że jestem dobrym zwiastunem.
Mniej jem.
Powrót do domu.
Strachy i lęki. Bagaż wrażeń, olśnień, rozjaśnień. Wywala.
W nocy walczę z demonami drewnianym mieczem. Poderżnięte gardła, otwarte rany brzucha. Wygrywam.
Nad ranem mój ukochany (nie G.) daje mi warunek i konkretne wskazówki jak udowodnić moją miłość do niego. I tylko wtedy będę mogła go zobaczyć. Bilon, książka, stacja kolejowa..., zadumanie. Budzę się. Nie zdążyłam
Dwa największe inhibitory rozwoju?
Poczucie winy i strach, po którym następuje agresja.
Już tak niewiele zostało.
Cały dzień to modlitwa uwalniająca.
nanii 2007-03-19 21:50:55