snowo.
Dzisiejszy sen.
Kolejny cykl (hy?)
Widzę swoje wcielenia i tych samych ludzi, którzy pojawiają się w moim życiu. Dzieją się zdarzenia i wiem doskonale co stanie się za chwilę. Widzę to co ma być bardzo wyraźnie. Pozwalam, aby to się zadziało. Tym razem odgrywam te sceny inaczej. Z większym spokojem i zrozumieniem. One się dzieją bo inni jeszcze tego potrzebują. Inne ciała, inne miejsca, ale wciąż te same istoty. Kolejna migawka i kolejna spirala zdarzeń. Idę z Patunią. We śnie wygląda inaczej. Rozdzielamy się i ona wchodzi do klatki schodowej. Wiem co się stanie. Widzę z jaką karmą przyszła. Biegnę za nią. Próbuję ją stamtąd wyciągnąć. Ona się broni. Nie chce. Tłumaczę jej, że wiem co się zaraz stanie i nie pozwolę na to. Może podjąć inną decyzję, nie musi przez to przechodzić znowu. W końcu przestaje ze mną walczyć i pozwala się wyciągnąć z tego miejsca. Biorę ją za rękę i idziemy dalej razem. Przechodzi mi przez głowę myśl, że doszłam do momentu zdarzeń, obok którego nie potrafię przejść ze spokojem. To moja lekcja. I moja karma, którą stworzyłam z Patunią. Znowu. A ona swojej lekcji wciąż nie przerobiła. Przecież nie mogę jej pilnować 24h/dobę, nie?
Sen się skończył.
Rano przypomniałam sobie, że jak byłam mała to miałam to samo "wrażenie". Wiedziałam, że to co się teraz dzieje to jest coś, przez co muszę przejść, aby niektóre rzeczy mogły się wypalić. Niekiedy działy się zdarzenia, w których mogło stać się inaczej. Ale nie robiłam nic. Tak jakbym nie mogła. Widziałam jak i chciałam, ale moje ciało mnie nie słuchało. Tak jakby działało to na innych zasadach. Zastanawiałam się dlaczego nie potrafię zapanować nad tym co się dzieje, dlaczego reaguję "jak dziecko" (trudno inaczej w wieku 3 - 10 lat), skoro chciałam zrobić/powiedzieć coś zupełnie innego. Wytłumaczyłam sobie wtedy, że to dlatego, że jestem mała i mój mózg jeszcze nie potrafi mnie pomieścić. hehe ;)
Będąc starszą nauczyłam się panować nad sobą i nad zdarzeniami, zwłaszcza, gdy wiedziałam, co ma się zadziać.
Po tych wspomnieniach zrobiło mi się smutno, że teraz tego nie mam. Opowiedziałam o moich smutkach G. A on zaczął się uśmiechać i podawać przykłady mówiące o tym, że nadal to mam, nadal to robię i nadal tak działam:) Tylko teraz znaaaaacznie szybciej zmieniam i nie eksperymentuje z: "a co jeśli jednak nie zrobię nic w tej kwestii? Ciekawe czy samo się zmieni?" Takie dokopywanie sobie zostawiam w przeszłości ;) Teraz działam jeśli chcę coś zmienić. Nie zawsze z powodzeniem. Ale nie mam poczucia, że nie zrobiłam wszystkiego co mogłam. Działam maksymalnie. Jeśli pomimo moich prób nie mogę czegoś zmienić i widzę jak konsekwentnie dana rzecz i tak dąży do zaistnienia..., no cóż. Ja nauczę się jak najwięcej będę mogła. Nauka reszty należy do innych. No i obecnie wydaje mi się to całkowicie naturalne i normalne i sądzę, że wszyscy to mają i tak robią. No i nie ma już tych "oh i ah" jak kiedyś dlatego bardziej mi to gdzieś ucieka ;)
Ale, aby nie wszystko było takie kolorowe i "shiny" ;) to trzeba powiedzieć, że te "błyski widzenia" nie są 24h/dobę. Tylko tak, no, czasem :) Częściej jest otumanienie, nawalenie, nie-wiedzenie i pchania się w bagienko ;) Tudzież po prostu "nic-nie-dzianie-się". Takie wybory i takie intencje ;>
A ostatnio dostałam prezent od O. (dzięęęekuuujęęęę), taki magnes na lodówkę z napisem: "Jak już zacznę, to nikt i nic mnie nie powstrzyma" Bardzo do mnie przemawia. Mówisz i masz. Chcesz to działasz. I teraz właśnie to czuję.
nanii 2007-03-22 21:55:42