Pierwotne zranienie. Przyszło do nas, a my je powielamy, podporządkowując mu praktycznie całe życie, aby odczuwać ten charakterystyczny dla każdego z osobna ból. Co najczęściej przez wasze życie się przewijało? Jakie zdarzenia się pojawiały powodując to samo zranienie wciąż i na okrągło? Jakie za każdym razem podejmowaliście z-n-o-w-u te same decyzje?
U podstaw depresji jest właśnie to pierwotne zranienie. Taka osoba wciąż podświadomie szuka rozwiązania i uzdrowienia, ale gdy ono jest już coraz bliżej to ucieka przed nim.
Gdy tylko zbliżałam się tak bardzo do Światła, gdy tylko moje zdolności zaczęły przejawiać się łatwo i swobodnie, gdy tylko mój dzień to była jedna wielka modlitwa, dochodziłam do momentu, gdzie "coś" powodowało u mnie ogromnie silny ból psychiczny, pierwotne zranienie. Im więcej światła tym bardziej bolało. A TO MIAŁO BOLEĆ!(?)...-ucieczka
To musi boleć. Kiedy dochodzimy do pierwotnego zranienia nie łudźmy się, że to będzie jakaś popierdułka, z którą poradzimy sobie bez problemu, tudzież góra tydzień. To działa inaczej. Te wszystkie pochodne pierwotnego bólu (PB) to tylko maski, nakładki, odbicia, lustra, udawanie. PB jest inny. Tam nie można udawać. Najczęściej za bardzo boli i uciekamy.
więc czując kolejny atak uciekania w nieświadomość (aby tylko nie bolało), zaczynały się kolejne zjazdy. Zachłanność na mięso, alkohol, nieciekawe towarzystwo, dowalanie sobie podejmowanymi decyzjami. Aby tylko zjechać, aby tylko uciec do tego echa PB, bo nieświadomość jest bezpieczniejsza, bo mniej boli. Bo małe bóle mniej bolą.
Nie jadłam mięsa, nie piłam, odchodziłam od toksycznych ludzi - to też bolało. Bo walczyłam sama ze sobą nie transformując a gwałcąc. To też powodowało ból. Tak czy inaczej zjazd. Znieczulenie. Nie czucie. Wystarczyło. Bo przecież o to chodziło
Im bardziej oddalamy się od siebie tym bardziej będzie bolało. A my nie chcemy, aby bolało. A to i tak ciągle powraca, dopomina się uzdrowienia. Co robimy? Budujemy kolejne warstwy masek ochronnych (niby przed innymi... - ta, jasne), murów, barykad - aby tylko znowu nie bolało. Przyciągamy do siebie "małe" zranienia, aby tylko nie uświadomić sobie tego co zraniło początkowo. Jeśli przez chwile poczujemy się bezpiecznie, lekko uchylamy wrota do nas samych (co i tak jest uchyleniem bram do kolejnej maski), obrywamy, znowu się zamykamy. Kolejna warstwa osobowościowa. Budujemy osobowość matki, żony, męża, kochanka, pracownika, przyjaciela, mężczyzny, kobiety, osobnika czułego, ciepłego, z otwartym sercem, delikatnego, wrażliwego, lub zamkniętego i mrocznego oraz wiele innych. Wszystko po to, aby nie dotrzeć do pierwotności nas samych. A tam kryje się bolesne pierwotne zranienie. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że tych osobowości, masek jest zbyt wiele. Zaczyna nam to ciążyć. Boleć. Coraz mniej siły i coraz większe zmęczenie. Aby utrzymać udawanych nas trzeba naprawdę wiele energii w to włożyć. Czujemy się coraz słabsi. Coraz bardziej zmęczeni.
Wtedy reakcji jest kilka. Często odzywa się depresja. Zniechęcenie. Część ludzi zamyka się w 4 ścianach, przed monitorem, uciekając od ludzi, aby tylko nie musieć znowu udawać..., nie wiedząc, że udawanie się nie skończyło. Udajemy przed nami samymi. To jeszcze bardziej boli. Okłamywanie innych nie jest aż tak trudne po wielu latach praktyki. Najtrudniej jest oszukać siebie, bo w głębi i tak wiemy, że to wszystko to kłamstwo i udawanie. Deprecha pogłębia się. I teraz są dwa rozwiązania. Albo odbijemy i pójdziemy w górę łudząc się, że będzie już dobrze, albo szykujemy mocny sznur (tudzież kto co lubi najbardziej) i od nowa odzwyczajamy się od pieluch.
Napisałam, że łudzimy się, że tym razem nie cofniemy się, bo jak tylko już będzie tak dobrze i miło, świadomość ponownie wskoczy na wyżyny, ponownie zaczniemy być twórcami, scenarzystami naszego życia, to nasza WJ stwierdzi: "o, już jest dobrze, z pewnością tym razem sobie poradzi i uzdrowi" i ciach. Znowu dostajemy w dupcię. I znowu a piać od nowa. Ze strachu przed bólem.
Rozwiązanie?
Nie uciekać. Przecież będąc bliżej światła jest łatwiej. Mając wysoką samoświadomość jest łatwiej uzdrowić. Nie uciekać. Czy łatwo jest nie uciekać? Zwierzęta dobrze wiedzą czym może się skończyć nie słuchanie instynktu ;)
Nie wiem. Rozwiązanie jest dla mnie teorią. Dotrzeć do przyczyn bólu nie jest chyba aż tak trudno. Uzdrowić..., może też nie. Tylko musi coś w nas zaskoczyć, że można to uzdrowić, że to będzie dla nas bezpieczne. Sama nie wiem.
nanii 2007-05-04 10:05:40