powoli wychylam główkę.
Może to dzięki radosnej celebracji życia (czytaj: seks), a może przez rozmowę z moją największą manifestacją ograniczeń na ten czas. Obecnie każdy mój przejaw pozytywnego działania, mający zaprowadzić mnie do pozytywnych zmian w moim życiu kończy się fiaskiem. Ale jakimś zadziwiającym trafem nie dołuje mnie to ani nie zniechęca.
Wyłożyłam sobie karty (ależ dawno tego nie robiłam), aby dowiedzieć się o stanie obecnym w moim życiu (było to noc po oczyszczającej rozmowie z G., któremu powiedziałam, że nie daję rady i odchodzę), a tu świat manifestujący się poprzez moją kartę powiedział mi wszystko to, co się zadziało, podpowiadając, że zmiany już się rozpoczęły, oraz napominając co się zdarzyło i co miało wpływ na mnie. Zachęcona trafnością wypowiedzi wyciągnęłam kartę mówiącą o mojej przeszłości. Hm. Albo miałam niesamowicie dobry dzień na kontakt z kartami (PS czy jakkolwiek, skądkolwiek czerpane są informacje), albo to tylko przypadek;) Trafność opisująca moją przeszłość była 100%. Co się działo, dlaczego, skąd, dokąd to zmierzało, co miało wpływ, jak się czułam itd. Zachęcona wyciągnęłam kartę mówiącą o przyszłości. Przyszłość lansuje się dość..., powiedziałabym niebiesko. Czyli trudności trudnościami, ale jeśli przytrzymam się i zadziałam tak jak radziła karta na teraźniejszość, to dam radę :)
I w ten oto enigmatyczny dość sposób kreuje się mój obecny świat. Dam radę.
nanii 2007-05-25 11:04:00