jakiś czas temu.
Wchodzę do kościoła z siostrą Anią. Coś się dzieje. Chcę wyjść. Zaczynają się przeszkody. Sen ma swoje własne plany. Chce zmęczyć i dobić. Miałam już tyle razy takie sny, że wiem, jak z nich wyjść. Ostatnia migawka, to szpital, gdzie leżą martwe zawinięte w worki niemowlęta. Nie żyją. Nie chcę, aby Ania je widziała, bo zaczynała się przejmować. Dotknęłam te dzieci, aby zasłonić, a one zapłakały. Z-martwych-wstały.
nanii 2007-07-01 22:28:54