no to niech będzie trzeci sen ;)
gadam z moim kuzynem. Jemu buzia się nie zamyka. Opowiada o swoim życiu, o swojej dziewczynie. To bardzo dziwny sen i wiem, że to sen. Pozwalam mu mówić, czasem coś wtrącam. Słucham i czekam. Wszystko kolorowe i żywe. Prawdziwe. Widzę jak po niebie leci kolorowa Matka Natura (he?). Wołam ją i proszę, aby nas zabrała. Wsiadamy na nią a ona pokazuje nam bogów żywiołu wody, powietrza..., przypominam sobie w locie, że znam też boga ognia i ziemi. Widziałam ich już kiedyś. Zawsze znajdują się blisko żywych istot. Są bardziej manifestacją "czegoś" niż świadomymi istotami. Ona nas wysadza obok domu Piotrusia. Znowu zaczyna gadać o swoich dylematach. Poznaję rodzinę jego dziewczyny. Nudzi mnie to. Na końcu poznaję Allana (taki jeden ktoś, kto jeździ po świecie ze swoją ukochaną Mary i opowiadają o miłości, Bogu i powracaniu do Domu, i których miałam okazję poznać i ukochać), który przytula mnie mocno. Kiedy się od niego odklejam (przyznam, że z lekkim wysiłkiem), mówi, że mam dużą siłę wewnętrzną, charyzmę oraz moc przekazu i że powinnam to wykorzystać.
Zawsze to jakaś odmiana po koszmarach z dziećmi w rolach głównych ;)
nanii 2007-07-26 23:19:02