W pracy etatowej zaproponowano mi pracę na dłużej. W zasadzie to się ucieszyłam. Zapełnię moją skarpetkę finansową i jeszcze mi zostanie :) Będę miała na dalszą część kursu. Ale co z własną firmą? Jechałam do Sylwii spokojna, z myślą, że przedstawie jej moje myśli, że chciałabym pracować na etat. Nie jest to praca mojego życia więc jest to tylko na jakiś czas. Prosiłam, aby pojawiło się kolejne źródło pieniążków, bo nie chcę nadwyrężać skarpetkowego funduszu. Nie chciałabym tego odrzucić skoro przyszło. A praca jest taka o jaką prosiłam. Prosiłam o coś manualnego, nie umysłowego, aby umysł był wolny i swobodny, a ręce zajęte, ale nie nudnego. Ciągle coś innego. Abym mogła czasem sobie posiedzieć, fajni ludzie wokół itp. Okazuje się, że nie koniecznie są fajni ludzie, ale jakoś na nich nie trafiam :D A nawet wredoty były wredne tylko przez chwilę ;)
Pojechałam do Sylwii.
Ona mi mówi, że Lesiu stwierdził, że nasza współpraca naprawdę może być bardzo korzystna i nie będzie problemów, że harmonię do interesów mamy bardzo wysoko.
heh....
A tu moje strachy, blebleble. nie chce mi się o nich pisać :D
A ona mi mówi: "A po co się ograniczać? Jedno nie wyklucza drugiego." :D
No i przecież racja:D
Po co prosić o mniej niż można dostać :)
Biorę więc obie rzeczy :)
Czy dam radę ze wszystkim? Nie wiem. Zobaczymy w praktyce. Jeśli coś mi się nie spodoba, to to zmienię.
Czuję życie :)
nanii 2007-08-22 10:48:39