Ktoś wziął moje dzieciństwo, moje wzorce, moje strachy, moją starannie zbudowaną osobowość i wsadził do jednej książki. Aż tak przewidywalna jestem? A myślałam, że jestem sprytna i dzięki tak skomplikowanym zachowaniom uniknę rozszyfrowania i zranienia. A tu lipa. Książka, która ograbia mnie z mojego bastionu przeżycia i sprytnie uknutego planu "jak przeżyć", zabrała mi mnie. Skoro tak łatwo można mnie sklasyfikować, to ..., gdzie w tym wszystkim jestem ja? Moje super zdolności i umiejętności zniżone do poziomu - przewidywalne/standardowe/oni tak mają. Gdzie jestem ja? Skoro to wszystko co się dzieje ze mną to nie ja, skoro te wszystkie boskie dary/zdolności, które nadawały mi aury (pfff) prawie doskonałości, nie są moje, ale funkcjonują jako efekt uboczny urodzenia się w takiej a nie innej rodzinie, to..., która część mnie nie jest iluzją?
Jeśli dziecko zostaje zranione przez rodzica, od którego zależy i którego kocha najbardziej, sądzi, że jest złe, niegodne miłości, szacunku. W ten sposób uczy się nie ufać sobie i innym. Rozpoczyna samotne życie. Odcina się od swoich uczuć, wypiera potrzeby. Uczy się udawać i kłamać nawet wtedy, gdy może mówić prawdę. Miłość oznacza dla niego dbanie o kogoś i zapominanie o własnych potrzebach. Spontaniczność jest nieracjonalna, złość równa się agresji.
..., gdy mają ciepłego i kochającego partnera, z którym mogą czuć się bezpiecznie, toczą w sobie "wojnę" z wrogami z przeszłości i na aktualne domowe sprawy reagują tak jak w dzieciństwie. Nadal czują pustkę, nie ufają, izolują się.
..., nie wierzy, aby dobra relacja mogła trwać dłuższy czas, dlatego podświadomie dąży do jej zakończenia, ale bez ludzi czuje się pusty i zalękniony.
..., wykształciły w nim zazdrość i nadmierną odpowiedzialność, nauczyły się "czytać ludzi". Dzięki tym cechom osiągają wielkie sukcesy w pracy zawodowej buduje swoją karierę. Jednak te same zdolności nie pozwalają mu budować szczęśliwej rodziny. Jeśli spotyka się dwoje takich ludzi,..., wtedy problem narasta ze zdwojoną siłą.
..., podświadomie walczą ze sobą, czują pustkę i są nieszczęśliwi, chociaż odnoszą sukcesy.
.... Dorasta z poczuciem niejasności, winy, złości, wstydu i strachu. ..., Raczej rzadko przeżywają radość i relaks.
Jeden zestaw reguł, stworzony przez rodziców, sprowadza się do: "Nie mów", "Nie czuj", "Nie ufaj".
Drugą grupę reguł tworzy dziecko. "Jeżeli nie będę mówił, nikt nie będzie wiedział, co czuję, i nie zostanę zraniony", "Jeżeli nie będę pytał, nie będę odrzucony", "Jeżeli świetnie będę sobie radził sam, pozostawią mnie w spokoju", "Jeżeli będę niewidoczny, nic mi się nie stanie", "Jeżeli będę uważny, nikt sie na mnie nie wścieknie", "Gdy przestanę czuć, nie odczuję bólu". Podstawowa zasada brzmi: "Muszę zrobić wszystko, by być tak bezpiecznym, jak to tylko możliwe". Jednak za to bezpieczeństwo płaci się wielką cenę, i to przez całe życie.
..., oceniają siebie i innych bezlitośnie. Szukają potwierdzenia siebie na zewnątrz. Nie przyjmują pomocy innych i ze wszystkimi chcą radzić sobie samodzielnie. Gdy coś idzie nie po ich myśli, czują lęk i często nie kończą rozpoczętych spraw. Z trudem przychodzi im mówienie o sobie, ponieważ dotychczas musieli być niewidoczni (ja bym tu dodała "chyba że czują się bezpiecznie w danym rejonie/przy danej osobie/itd). Są lojalni wobec ludzi, którym się to nie należy. Życie nie ma dla niech większego sensu. Mając poczucie nieadekwatności, muszą domyślać się, co jest normalne, a co nie.
...i tak przez 110 storn.
I co?
Książka zrobiła ze mnie sieczkę. Wg badania zostało mi 8% DDA. Najgorsze 8%. Chociaż obecnie liczyłabym znacznie więcej. Wywala wszystko na wierzch. Wszystko. Nie było tak. Nie reagowałam tak, wszystko było naprawdę ok, a tu nagle, przeczytałam jakąś tam książeczkę i uaktywniło się coś, czego wcześniej nie było! Im bardziej irracjonalne tym silniejsze. Bez powodów, bez potrzeby, nie wiadomo skąd. Sypie się wszystko wokół. Czuję się nie do życia. Ranię siebie i wszystkich wokół. A najgorsza jest świadomość, że to wszystko jest przewidywalne, opisane i sklasyfikowane. A ja, wiedząc o tym reaguję na świat wg tej pieprzonej książki. KURDE. Czekam aż to minie, aż przejdzie, pójdzie sobie. Niby coś robię w tej kwestii, a mam wrażenie, że coraz mniej mogę.
Cały Świat zaprzysiągł się przeciw mnie, przeczytał książkę, wypunktował to co w niej najistotniejsze i serwuje mi zdarzenia rodem z..., horroru? Eee tam, z dzieciństwa tylko :P
A co jest moim odruchem? Ucieczka.
Ostatnio nie mogłam się obudzić. Miałam OBE i nie mogłam wrócić do ciała. To tak, jakby część mnie powiedziała: "mam dość bycia w tym ciele i życie z tobą. Chcesz sobie tam dalej siedzieć, to sobie siedź. Ja rezygnuję. Pa." Nosz kurde.
Mam kilka myśli na uwadze. Kilka decyzji. To co chciałabym zrobić - nie mogę. Czuję się ograniczona (pewnie i tak przez samą siebie:/). Ale wiem jak to rozwiązać. Brakuje mi już tylko odwagi. Dałam się wciągnąć w uzależnienie.
Wczoraj robiłam masaż. Zrobiłam modlitwę w intencji osoby, która leżała na stole. Nagle wszystko odeszło. Byłam tylko ja i ciało, które leży. Taniec i dotyk. Pozwoliło mi to na stanięcie z boku. Dużo mi to dało. To było odpoczynek od siebie. Kiedy zaczynam masować mam wrażenie, że wszystko zostaje w tyle. Nie ma mnie. Jest taniec i ciało. Cieszę się, że jutro też mam osobę na masaż. To dobrze. Może ostatnie 10% wątpliwości odejdzie.
nanii 2007-10-10 12:12:33