Znowu się joguję. Z tego względu, że w naszym skromnym i ciasnym mieszkanku nie ma miejsca, to wybrałam sobie szkołę :D
Tym razem chodzę do innej niż ostatnio. Ale też na poziom podstawowy. Ło matko. Okazuje się, że to co Aga robiła u siebie jako dla osób z 2 stopnia, tutaj jest na podstawowym. Są tego plusy i minusy. Minusem jest to, że wychodząc z zajęć jestem połamana i trzeba mnie nieść;) Plusem jest to, że inny sposób prowadzenia zajęć powoduje pokazywanie ciału, że jest możliwe przekroczyć swoje ograniczenia. I się je przekracza :)
No i super.
Na pierwszych zajęciach, wiadomo już co było i się działo. Na drugich Anetka mówi "dziś porobimy pozycje, które mają nas uwolnić od depresji i nerwicy (ha-HA). Po zajęciach nie wiedziałam jak się nazywam a pozycja trupa zamiast mnie zrelaksować wywołała u mnie stan nerwicy natręctw!
yhhh
Dziś kolejne zajęcia. Pomimo tego, że zabiegany dzień mi dopiekł, po jodze czuję się wspaniale, radośnie i miło :D
Trzecie zajęcia a moje ciało zaczyna rozciągać to co zastygłe, w fazie zaniku, zablokowane. Energia zaczyna krążyć. Alleluja! Śpiewa każda część mego ciała. Coś się dzieje dobrego.
A na potwierdzenie, w formie zabawy, wczoraj wykładałam sobie karty klasyczne. Ojjjj będzie się działo :D
nanii 2007-11-15 23:12:18