Mikołaj był super.
Cudowny orgazm przez sen, okres [jupi], oraz największą niespodziankę na świecie od Gmikołaja. Nie wyczułam nic a nic. Ani jednej małej myśli, że jakiś prezent ukryty leży sobie spokojnie przez parę dni pod bluzą G. I byo tam. Piękne, niebieskie, cudownie, nowe pióro Parker :D
Tak bardzo się ucieszyłam, że aż się osmarkałam płacząc jak bóbr ze szczęścia. Po prostu nie potrafiłam wyrazić tego jak bardzo wielką radość sprawił mi G.,yy, znaczy się Mikołaj. Zadzwoniłam do niego do Ulm. I nie potrafiłam wykrztusić słowa. Tylko wyłam (że tak to ujmę delikatnie) w tą słuchawkę.
Dlaczego tak zareagowałam?
A no bo tak. :) Tak mają dzieci, dla których w zasadzie określenie "niespodzianka" oznacza naprawdę duże zagrożenie. A prezenty? Nigdy nie były niespodzianką. :P
Eh, człowiek uczy się przez całe życie :)
aha, zapomniałam dodać, że zagadała mnie też "siostra" D.(upa) ;)
Tak po prostu. Wysłała słonko. Odesłałam jej słonko. I tak troszeczkę pogadałyśmy. O niczym. Bezpieczny grunt. W zasadzie nic groźnego.
Ale chyba nie umiem jej wysłuchać bez nuty przekonania, że coś się kryje za jej słowami. Coś ze zgryźliwym podtekstem. Postanowiłam reagować na to co pisze, nie na to co mi się wydaje, że myśli. Wyszło ok. Ale wciąż mam wrażenie, że utwierdziła się w jakimś przekonaniu, które nie koniecznie jest prawdziwe. Ale to pewnie mój, objęty na jej punkcie paranoją, umysł.
nanii 2007-12-07 20:57:06