Było ok. Prezenty trafione w 100% dla każdego oprócz Pati ;) no cóż. ;)
D. hmm..., mama przezornie, abym nie zdążyła uciec zaprosiła ich na 12 mówiąc mi o tym o 11:30 ;)
Łamanie opłatkiem..., D. przytuliła i nie chciała puścić. W zasadzie to się wzruszyłam. Ale ego walczyło ze wzruszeniem jak tylko mogło. Nie mogę okazać, że mi przeszło, że wszystko jest już ok. Nie mogę, nie mogęniemogę... Byłam raczej miła i uśmiechnięta. Podczas tych 4 godzin gdy byli u nas, nawet sobie pogadaliśmy. Miło.
Olivia cieszyła się z naszego spotkania i z prezentu ode mnie, ykhm, znaczy się od Mikołaja. Narysowała mi mnóstwo tatuaży i mówiła do mnie często szeptem i bardzo delikatnie. Zapytała, gdy odchodzili, kiedy do nich przyjdę. Powiedziałam, że nie wiem, bo nie wiem kiedy Grześ po mnie przyjedzie. (ta, jasne. Grr) A ona zapytała tak bardzo szczerze i otwarcie "Jutro?" ... Wspomniała jeszcze, że przygotuje skórki od pomarańczy... (Nie ważne o co chodzi ze skórkami. Po prostu 100% karmy rodzica. Wiem co się robi z dziećmi i jak z nimi bawi). Tak mi smutno było. Za moją upartość i głupie trzymanie się urazów.
Nie byłam. Nie poszłam. Nie wiem kiedy pójdę.
W środku moja Dusza krzyczy. Drze się jak szalona. A ja? Z upartości, głupoty..., sama nie wiem, nie chcę widzieć się z D. Nie wierzę jej. W ani jedno jej życzliwe słowo. Nie umiem. Nie chce nawet. Bo się boję. Boję się, że któregoś dnia znowu to zrobi. Znowu rozjedzie mnie walcem, włączy wsteczny i przejedzie znowu. I tak 6 razy. A mi serducho pęknie. Tego się boję. I dlatego, z przezorności, nie ufam i nie chcę "tworzyć" od nowa "zdrowych" relacji z nią.
ALE
jest jeszcze Olivia. Słonko kochane. Uśmiechnięte. Szczere. Bez 4 ząbków z przodu. Myślące i zakładające nogi za głowę. O nią moja dusza krzyczy. Za nią. Dla niej.
Może ją wezmę gdzieś następnym razem jak przyjadę do Miasteczka?
Tak. To mogę zrobić. Może pójdziemy na sanki. A jak nie będzie śniegu? No to zrobię śnieg. I pojedziemy.
nanii 2007-12-31 12:55:46