że jednak po każdym masażu przydałoby się przestrzegać pewnych zasad bhp. Dzisiejszy sen powiedział to nad wyraz wyraźnie.
Kocham robić te masaże. To jest prawie (albo i nie prawie) 1,5 godzinna medytacja. Skupienie na każdym ruchu i na ciele. Energia podąża za uwagą. Po masażu czuję się dobrze. Poszerzenie świadomości jest naprawdę duże. Zero głodu, zmęczenia. Czuję się wyciszona i bardzo spokojna. Po wczorajszym masażu miałam wrażenie, że wciąż masuję. Dziś zadzwonił klient i powiedział, że wracając do domu, miał wrażenie, że masaż wciąż trwa. I byłoby ok, gdyby nie to, że nie oczyściłam się. Po godzinie, dwóch nagle następuje opadnięcie z sił. Jestem zmęczona. Ale nie wykończona. To jest taki przyjemny rodzaj zmęczenia. I wszystko byłoby ok. Ja zaczynam znowu wieszczyć ;) ciało się cieszy, klient płacze i prosi o sesję ;) ALE. Ta kąpiel po masażu jest ważna. Zobaczyłam co mnie otacza. WIDZIAŁAM TO. A mimo tego, chcąc przetestować to co widzę i bazować na doświadczeniu a nie "wydaje mi się, że", nie wzięłam kąpieli. AUŁ. Dzisiejszy masaż przeniosłam na inny dzień. Nie dam rady. Rano wykąpałam się i energetycznie czuję się lepiej, ale ciało wcale nie wypoczęło. Bolało mnie całą noc. Chyba. Sama nie wiem. Śniło mi się, że moje ciało cierpi. Bolało prawe kolano, lewa ręka, brzuch, stopy, łokieć, pośladek. Obudziłam się (we śnie) i budzę G. Proszę go, aby pomógł mi zobaczyć co się dzieje. Po odkryciu kołdry okazało się, że zrobił się gdzieś zator w kostkach i krew tam nie płynie. Przez całą lewą nogę przebiegała gruba, nabrzmiała żyła, w której pulsowała krew. Zdjęliśmy skarpetki, które jak mi się wydawało uciskają mi nogę. I krew zaczęło płynąć zabarwiając mi całe nogi na bordowo. I tak kilka razy już na obu nogach przebiegały fale ciemno czerwonego koloru. Krzyczałam z bólu chociaż go nie czułam. Kiedy to się skończyło usnęłam (dalej we śnie) i już spałam do rana.
Lekcje dla mnie:
1. Nie testować, skoro i tak wiesz co będzie ;P
*hehe, i tak będę testowała. Sama teoria mi nie wystarcza :P
2. Kąpiel jest ważna po masażu (lub jakiś inny rodzaj oczyszczenia, ale jednak co woda to woda ;)
*tu się zgadzam. Kąpiel będzie. Albo oczyszczanie ogniem, lub Ziemią. Powietrzem nie testowałam. Ale jednak kąpiel wymaga najmniej, hm, czegoś tam a spłukuje idealnie :D
3. Afirmacje działają ;)
*ot, to takie coś dodatkowe :D
I tu mam małą zagwostkę. Po masażu i wsadzeniu pieniążków do skryjówki, czułam, że jestem szczęśliwa, że się cieszę, czułam wdzięczność (tak jakby). Ale...., no..., hm..., nie potrafiłam tego okazać. To było dziwne. Nie skakałam w górę, ani nic. Nie czułam tych wszystkich radosnych i kwiatkowych rzeczy. W zasadzie to niewiele czułam. Wiedziałam tylko, że pragnę usiąść i siedzieć z zamkniętymi oczami i ... i co? I nic. Wciąż siedziałam sobie sama z sobą w sobie i tam celebrowałam bycie. I nawet sprawdziłam, czy da się jakąś negatywną myśl we mnie wzbudzić i nie dałam rady. Dopiero później po 2 godzinach jak otworzyło się widzenie, nadal nie czułam emocji, ale za to widziałam idealnie co się ze mną dzieje. "Zgwałciłam" siebie, aby jednak udać, że to nic takiego. Ach, człowiek czasem głupi jednak :/ Ale to cena bycia czasem osłem :P
nanii 2008-01-31 12:05:02