Ja już nie wiem nic.
Okazało się, że moje jajeczka wciągnęły wszystko co, hm, a-normalne. I jestem zdrowa jak dzika łosica.
Z bólu ledwo dojechałam, a on mi pokazuje na USG, że nic mi nie jest.
Czy ten pociąg jedzie w tą samą stronę co ja?
Czuję się bardzo zagubiona.
Kiedy dowiedziałam się, że coś mi urosło, coś endo i w ogóle, to PS stwierdziła "spoko maleńka, wciągne to w trymiga. Kilka zajęć z qikunga i po sprwie". A co ja na to? Spoko maleńka. HA! Chciałabyś. Poczytałam o tym. Dowiedziałam się co może się stać jeśli w porę nie leczone, wycięcie urośniętego gwarantuje, że i tak powróci. Lub nie. w 10% przypadków nie. Nie takie wielkie. Jeśli powróci wytniemy więcej tego i owego. Wtedy nie wróci. Ale antykoncepcja gwarantowana w 100%. Pod warunkiem, że oba jajeczka wytniemy. pfff.
Nakręcona, przerażona, szczęśliwa, obolała, pełna nadziei pojechałam. A moja PS postanowiła zrealizować program, który jej kiedyś wpoiłam i uleczyła ciało. A co tam. Przecież nie kazałam jej tego zostawić.
Zatem hura! Alleluja. Uzdrowiona.
Kurde, jak bardzo muszę siebie niena...,hmm. Nie lubieć. Idzie wiosna i lato. Działa to na mnie depresyjnie.
Uzdrawiam. W miarę możliwości. Uzdrawiam. Odruchowo.
nanii 2008-03-09 22:25:39