pomyliłam się wymyślając "zasadę". Byłam w błędzie. Tak zostałam wychowana i to nie było dobre. Chore, nie moje, do odreagowania.
"Zasada" była fajna, gdy ja ją używałam. Nie pchałam się, aby korzystać z niej zawsze i wszędzie. Po prostu, gdy już byłam na "granicy normalności", ona była kołem ratunkowym. Jak reagowałabym, gdyby on używał jej tylko w takich sytuacjach? Inaczej niż teraz? Nie wiem tego. Bo jego intencja [używania] jest inna.
Wolę, aby "zasada" nie istniała, niż aby miała wprowadzać taki zamęt i ból. Mój ból. On go nie rozumie. Ja też nie rozumiałam bólu B. jakieś 5 lat temu. Ja wysiadam z tego pociągu. Nie jedzie już w moją stronę.
nanii 2008-05-18 08:15:58