czuję jakbym była pszczołą próbującą wydostać się z pokoju, w którym okno jest uchylone. Widzę światło i raz po raz uderzam w szybę, kierując się jedynie sobie znaną drogą. Najprostszą. Ku światłu. Niestety nieskuteczną.
"Płyń z nurtem". Ale którym? Tym zakodowanym w ciele, umyśle, sercu? Którym? Jak rozpoznać właściwy? Jest jeden? To dlaczego ja widzę sześć miliardów? Mam lecieć pod wiatr? Czy to będzie z nurtem, czy przeciw niemu?
Kim być? Szlachetną pszczołą czy zwykłą muchą, która ma większe szanse na wydostanie się z pokoju "przypadkiem"-bądź nie. ...
Kim jestem?
Czy to coś niewłaściwego być muchą? Odkąd skończyłam 5 lat mucha była mi zawsze bliska. Fascynacja jej istnieniem była ogromna. Jestem muchą?
Nie jestem u siebie. To nie mój pokój. Nie moje miejsce. Mogłabym zostawić każdą rzecz jaka tu jest. Może nawet mojego terapeutę Misia ;)
Będąc w Miasteczku nagle zapragnęłam tam zostać. Nie chciałam wracać do Wro. Nie wiem dlaczego. Czuję, że zaczynam panikować w tym pokoju, bo widzę światło a nie mogę go sięgnąć. Czuję ciepło, doznaję radości w sercu odczuwając je, ale wciąż pozostaję za czystą, przezroczystą szybą. I uderzam w nią. Głową, ciałem, nogami, sercem ...
W Supraślu usłyszałam - przestań płynąć z nurtem. Z nurtem spływają tylko śmieci. Płyń do źródła. Znajduj łagodne nurty, włóż trochę swej siły i energii, nie walcz, ale niech ta siła jaką włożysz kształtuje cię, wzmacnia, rozwija. Baw się tym. Działaj! Płyń do źródła!
Więc może podróż pod wiatr wydobywający się zza okna to dobra myśl?
Czuję wiatr. Pragnę użyć skrzydeł, aby przelecieć przez otwarte okno. Nie ma "ale". Kochany G. rozumie, wspiera... - paradoksalnie, choć początkowo wydaje się to niemożliwe - widzę go ze mną. Nie jest czymś oddzielnym od tego co może się zadziać.
Wiatry obecnie ucichły. Ślepa trochę jestem, zmęczona chorobą i swoim umysłem. Ale czekam. Wiem, że to nie moje miejsce i już niewiele mnie tu trzyma. Ciało wskaże mi drogę. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że moje ciało jest ważne w tym wszystkim. Danie mu uwagi. To ważne. I tak na dobrą sprawę, nawet nie widzę, abym miała skończyć we własnym pięknym domu z wielkim ogrodem i kozą :) Bo to będzie oznaczało koniec. Nie ma nic poza tym. A ja nie chcę takiej przyszłości. To kurczowe trzymanie się wizji domku z kwiatami i hamakiem jest...-fałszywe. To ucieczka wraz z nurtem. Do oceanu. Nie mojego. To nie ja.
Czekam z szeroko otwartymi oczami, rękami, palcami, uszami. Dwie informacje do mnie przyszły. W krótkim czasie. Ktoś jedzie gdzieś. Nie wie po co. Ot jedzie. Zobaczy co się stanie. Inny ktoś, jedzie na ten sam kontynent. Nie wie po co. Zobaczy co się stanie. Hm. Nie lubię tej części globu. Może znam go od kiepskiej strony. Może nie miał mi kto pokazać jego piękna. Trzecia osoba też jedzie gdzieś. Hm. Słucham i patrzę. Szukam w tym możliwości dla mnie. Wiem, że to nie przypadkowe. Patrzę i wciąż przyglądam się. Nie przegapię możliwości dla mnie.
nanii 2008-06-16 12:04:50