Kiedy byłam w Supraślu, dzień wcześniej i przez kilka kolejnych nocy, miałam sny o tej samej tematyce. Zaczynały się tak samo. Dowiadywałam się o jakiejś pracy. Wiedziałam, że tam zaznam spokój. Praca, którą wykonam bez problemu. Łatwa dla mnie. Wiem, że tam będę czuła się stabilnie. Wiem, że jest to idealna praca dla mnie. Wiem, że dzięki niej zbliżę się do mojej wizji domku z wielkim ogrodem, hamakiem, śniadań na tarasie i kozą. Szukam możliwości dotarcia tam.
W jednym z pierwszych snów tego typu spóźniam się na rozmowę 2 minuty. Koleś stwierdza, że za późno. Mówię, że wcale nie ;P A on na to, że trzeba było nie gadać tyle z Bogiem tylko przyjść na rozmowę z nim. I mam wybierać, Bóg albo praca. Zgadnijcie co wybrałam ;) Nie zmienia to faktu, że byłam wściekła na towarzyszącego mi O., że to przez niego znowu nie dostałam pracy ;P
Kolejne sny - już w Supraślu - praca, fabryka, te same emocje. A to nie mogę dostać papierów, a to koleś stwierdza, że im się ksero zepsuło itd. Przewijają się tam osoby trzecie chętne do pomocy, ale tak jakoś im wcale nie wychodzi. W ostatnim śnie stwierdzam "A mam to gdzieś." i odchodzę.
Po powrocie do domu non stop śni mi się masaż Lomi. Pieśń świątynna, taniec. Każdej nocy budzę się ze słowami, których jeszcze nie pamiętam. Cokolwiek mnie nie budziło: gorączka, katar, ból w klatce piersiowej, brak tlenu, kaszel, ból sikusi ;) skurcz w łydce - nie ważne. Ciągła muzyka ciała. Wciąż taniec Lomisiowy przy stole.
W ostatnim śnie schodzę z nawy głównej w świątyni. Zakończyłam masaż. Nie chcę dla siebie już więcej masażu. Mam dość. Czuję się przeładowana. Za bardzo przepracowana. Mój umysł nie daje rady nadążyć nad zmianami. Proszę o odpoczynek. Widzę jak z sali schodzi Susan i wchodzi Danusia. Cała podłoga pokrywa się lodem. Myślę sobie - ugruntowanie. Ale nie chcę. Susan mnie znajduje. Bierze na ręce. Nie mam siły, ani chęci się sprzeciwić. Kładzie mnie na stół. Dziewczyny radosne i chętne do masażu czekają na modlitwę poprzedzającą masaż. Danusia daje mi totemiczne zwierzę. To uśmiechnięta żyrafa, ale z szyją w połowie zgiętą w dół. Proszę dziewczyny, że jak będą wmasowywały ją w moje ciało to niech obrócą szyję w górę. Danusia mówi, że żyrafa jest moim symbolem szczęścia. Podchodzi ponownie i mówi, że za moje zasługi i osiągnięcia (hę?), na zakończenie, dostanę olejek sosnowy, który spełni moje marzenie. Czułam się taka radosna. Olejek, który spełni moje marzenie :) Jakie jest moje marzenie? Nie ważne. Czuję się spokojna, że go mam i mogę go wykorzystać w każdej chwili.
Kolejne sny już po gorączkowe to sny o jeszcze nie narodzonym dziecku Ani. Wiem, że wahadło powiedziało, że to dziewczynka, wiem, że pani na USG napisała "wyraźne narządy rozrodcze żeńskie". Moje pierwsze odczucie i mój już kolejny z serii sen, mówi, że to chłopiec o niebieskich oczach i białych włosach :) Pati też śniła o dziecku. Też widziała chłopca. Zabawne. Dzieciątko już dostało imię. Maja :> Zrobi im niespodziankę?
nanii 2008-06-16 12:35:36