tapping-regres - jak kolwiek ;)
Dzwoni klientka. Ma propozycję. Zgadzam się. Ale proponuję przyszły tydzień, bo jeszcze nie dam rady gadać wystarczająco dużo, aby zrobić sesję.
Po rozmowie jestem rozwalona na części pierwsze.
OGROMNY wstyd, lęk, smutek, zagubienie, totalny chaos, ból brzucha. O co chodzi?
No to: tap tap tap, pukpuk, taptap, mhmhmmmm, 1,2,3,4..., mhmhmm, pukpuk taptap. Uspokoiło się. Ale dalej boli brzuch. Ok. Zatem nowe ustawienie. tap tap, puk puk. I kolejne na resztki wszystkich tych emocji, które jeszcze zostały. Hm. Dalej boli brzuch z przeniesieniem na gardło. Hm.... Szukam. Co to może być? Co za emocje jeszcze tam zostały? Co jeszcze tam siedzi? Hm. Nie wiem. ! Eureka! Robię ustawienie: Pomimo tego, że nie wiem co za emocje jeszcze mi zostały, pomimo tego, że nie wiem dlaczego jeszcze boli mnie brzuch, pomimo tego, że nie potrafię tego zobaczyć, może nawet nie chcę tego zobaczyć, to i tak całkowicie kocham, szanuję i akceptuję siebie. I dalej taptaptap.
!
i kabum!
Przypomniało mi się! Zobaczyłam wyraźnie sytuację z podstawówki, emocjonalnie bardzo podobną do tej co teraz zaistniała i wszystkie emocje, decyzje jakie podjęłam wtedy! Zobaczyłam K, którą poproszono (lub zmuszono, zależy kto prosił), aby popilnowała czyjegoś dziecka, w zamian za... "e, nie, e, nie trzeba nic. Popilnuję za nic..." Ale wcale tak nie chciałam. Za to pragnęłam ogromnie jechać na basen z dziewczynami. Tak bardzo tego chciałam. A tu taka sytuacja. Siostra przymusza i manipuluje poczuciem winy, a obca babka pięknie się uśmiecha. Pomyślałam, że chociaż może mi zapłacą za to. A powiedziałam, że nic nie chcę, bo dzięki temu miałam być uznawana za "grzeczną, życzliwą, dobrą, miłą, uczynną, szlachetną, oh!", ale podświadomie liczyłam na jakąś rekompensatę za utratę tego basenu. I co? Ano nic. Pani pytała siostry, czy może chociaż kupić mi czekoladę (TAK!), ale Anula spokojnie powiedziała, że nie trzeba, bo ja i tak nie lubię (!!!). Nie dostałam nic. Pomyślałam sobie, że mam gdzieś bycie "szlachetną, grzeczną i miłą". To nie sprawia mi radości. To jest smutne. Ostatni basen w tym roku a mnie tam nie ma!
I kiedy dzwoni klientka i składa propozycję, ja reaguję tak samo: "spoko, wszystko jedno, nie ma to znaczenia". KURWA, a właśnie, że ma! Czułam lęk, że sytuacja się powtórzy, że znowu coś moim kosztem, i to wcale nie małym! I to na własne życzenie!
Czułam też wstyd. Wstyd tego, że tak naprawdę chcę aby mi za to zapłaciła. Ale przecież przestanę wtedy być tą "szlachetną" dziewczynką(!). Przecież nie mogę zarabiać na tym, że komuś zrobię sesję! (ciekawe, że dopiero teraz to wyszło ;) ) Powinnam brać pieniądze za moją ciężką, fizyczną, lub mentalną pracę, która nie jest skierowana bezpośrednio do konkretnej osoby! Mam przynosić dobro firmie/korporacji a nie pojedynczej jednostce. A jeśli tak, to zysk nie dla mnie! To ma być mój obowiązek! Nie mogę zarabiać na wypełnianiu obowiązków! Stała pensja i git!
blee.
To wszystko powychodziło. Propozycja, którą mi dała to układ czysty. Bez szkody dla nikogo. Ale ja chciałam być "szlachetna, dobra i w ogóle" :/
Chore.
Mam czas do przyszłego tygodnia, aby ugruntować to co się zmieniło.
Tapping jest cool.
nanii 2008-06-18 10:49:33