Dziś radośnie siedząc sobie ze znajomymi i zajadając kolacyjną pizzę, odebrałam telefon. Od babeczki jakiejś. Nie znam. Nie z Wro. Umówiła się ze mną na sesję w przyszłym tygodniu. Fajnie, super. Ale tym razem zaczęłam się zastanawiać. To nie są ludzie z "branżyR". Ci ludzie przychodzą z konkretną rzeczą. Po konkretne wsparcie przy pomocy tej techniki. To nie są "popieprzeńcy", na których nic innego już nie działa, to nie są ludzie, którzy stoją już całkiem wysoko na drabinie rozwojowej (że się tak wyrażę obrazowo), którzy wiedzą co robić dalej, jak sobie radzić z tym wszystkim tylko zapomnieli trochę jak to robić..., to są ludzie, na których NAPRAWDĘ już nic nie działa! Rozsypane wraki. Trzeba zrobić wszystko od podstaw. Gruntowne porządki. Będę potrafiła im pomóc? Pod kątem regresingowym na pewno. I jako regreser zrobię to co umiem najlepiej. Czy trzeba coś więcej? Zapewne serca, uczciwości, serdeczności, wyczucia, odwagi. Tego mi nie brakuje raczej, prawda? Mam jakieś przedziwne wrażenie, że z takimi ludźmi i tak jest łatwiej niż z ludźmi branżowymi ;) ponieważ ci przychodzą, bo n a p r a w d ę chcą tej pomocy i zrobią wszystko, aby skorzystać z tego co mogą otrzymać. Nie wiem co więcej powiedzieć. Nie boję się. Wiem jak się za to zabrać.
Obawiam się jedynie... - hm. Jednej jedynej osoby :) Ale ciiii, ona to czyta. Może to tylko moje wyobrażenie i nie wciśnie swoich trzech groszy do tego, ale trzeba dmuchać na zimne hooouuuuuu ;)
nanii 2008-06-18 22:29:11