wystarczą 3 noce w miasteczku....
Zdenerwowanie. Duże. Niekontrolowany niepokój. Ostatnio w moim życiu wiele takich niekontrolowanych zawirowań. Zaczęło się od tego, że zjadłam mięso. Jedną kanapkę, drugą, trzecią (!) Nie pamiętam kiedy ostatni raz zjadłam na kolację chleb. Nie wspomnę już o mięsie.
Nie wiem co się dzieje. Nie potrafię tego określić. Nie potrafię tu (w Miasteczku) przeżyć dłużej niż dwa dni. Trzy noce to aż nad to.
To jest za trudne dla mnie.
Nie wiem o co chodzi.
Gdy tylko ktoś rusza buzią ja od razu mam pęd do jedzenia. Nie muszę być głodna. Trzeba to odreagować.
Jest prawie 24:00
Po zjedzeniu chleba przypomniałam sobie o moim bracie. Jakiś czas temu śniłam o nim, że go mam, że przyjeżdża do nas, jest uśmiechnięty i radosny. Pewny siebie. Odbieram to jak arogancję i brak szacunku do innych. Wszyscy skaczą dookoła niego. Ja nie potrafię. Przyglądam się temu przedstawieniu. Widzę bardzo wyraźnie jego twarz. Niebieskie oczy, szeroki uśmiech. Mojego wzrostu, szczupły. Jest bardzo podobny do mnie. (nie koniecznie w szczupłości ;) ) Budzę się. Przekręcam się na drugi bok. Czuję jak mój umysł chce wrócić do niego. Nie chcę już tego snu. Bo to tylko sen. Ale i tak zaczynam śnić dalej o nim. Przytulamy się, ale nie seksualnie. Bawimy się jak brat z siostrą. Czuję jakby był dopełnieniem części mnie. Czuję jakbym przy nim była w domu. Czasem gdy kocham się z G. czuję podobnie. Moje serce robi się wielkie i nie czuję swoistego poczucia pustki, zagubienia, oddzielenia i samotności. To samo czułam przy bracie. Śmiał się. Widziałam jego roześmiane oczy, szeroki uśmiech, zęby, włosy, zapach… Oraz poczucie stania się Jednego.
I dziś znowu to poczułam. Bardzo mocno. Zaczęła ogarniać mnie panika. Bardzo nie fajna. I nie wiem czy było to spowodowane dzisiejszą kawą, mięsem i ….. całą, patologiczną resztą…, czy. .. . . ..
Jako „lekarz” mogę stwierdzić, że to przez to. Nie zadbałam o siebie tak jak mogłam. A mogłam. Szczątkowe działania się nie liczą.
A skąd ponowne uaktywnienie się poczucia, że gdzieś tu, po Ziemi chodzi sobie mój ukochany brat i że spotkamy się naprawdę niedługo? Wszystko to połączyło się razem i zaistniało w jednym czasie.
Bo serce dało o sobie znać. Chemia "na w razie jakby co" uspokaja. Emocje zbyt silne. I nauczka dla mnie. Mięso nie jest dla mnie. Moje ciało bardzo źle na nie reaguje. Nie ma sensu już testować i sprawdzać. Jak długo będę robiła eksperymenty na sobie? Bez sensu. Myślę, że tą kwestię mogę uznać za zbadaną. Mięso nie jest dla mnie. Moje ciało po nim choruje. Zachwiane w energetyce ciała powoduje zaburzenia emocjonalne. A biorąc pod uwagę moje nadwyrężone nitki nerwowe, łatwiej o reakcję. Więc mięsku mówimy „nie”.
Nawet kawa pita dwa dni z rzędu nie powoduje takiej silnej reakcji jak to co zadziało się dziś.
Co ma do tego mój brat, którego jeszcze nie widziałam fizycznie? Nie mam zielonego pojęcia.
Ale kawusia w odstawkę nie idzie ;) W ograniczonych dawkach podawany narkotyk działa jak lekarstwo ;)
nanii 2008-07-20 23:40:07