Maja. Cóż mogę o niej powiedzieć… Wyrozumiała, tak, to z pewnością. Dla mnie ;)Dobrze nam się współpracuje.
Pati widząc, że dobrze sobie radzę, że sprawia mi to nawet jakiegoś rodzaju przyjemność, zapytała: „ to teraz chcesz już mieć dziecko?” A ja jej na to, że to, że umiem się nim zająć i dogadać to nie znaczy, że chcę mieć.
Czy chcę?
Mam dziwne wrażenie, że to jest jakaś kwestia poza mną. Po za moją decyzją. Mogę „walczyć” z tym, aby nie mieć, lub poddać się i mieć. Walka (no właśnie – w a l k a), poniesie za sobą znacznie większe spustoszenie. Jedno jest pewne – nie teraz i nie w tych warunkach. Mam jakieś przedziwne wrażenie, że jeśli będę pracowała w tym temacie to cały świat w łatwy i prosty sposób da mi warunki i możliwości. A z drugiej strony jest szansa, że to hormony mówią mi wszystko co chcę, aby tylko się zgodzić.
To smutne.
Moje drogi życia, te w których tworzę podstawową komórkę społeczną i te, w których tworzę ohana. Którą z nich chcę doświadczyć? Bo nie ma wątpliwości, że każda z nich jest moja. Tylko nie każda podyktowana czystymi intencjami do samej siebie. Które wspomogą mój wzrost, a które go zahamują/spowolnią?
Fajnie Agata mówiła na zajęciach Leszka (dając jemu kontrę), na temat pozytywnych aspektów urodzenia dziecka. Lesiu widział zbyt dużo rodzin mających dzieci „z przypadku” i nie ma pozytywnych wzorców jak mogłoby to wyglądać :) Ale mówię to tylko z „zabezpieczenia” dla tych, którzy podzielają jego zdanie. A dlaczego? A dlatego, bo wciąż władzę nad moim życiem ma opinia innych ;)
Instynkt macierzyński. …
Mogę mieć karmę rodzica w 100% przepracowaną, ale to wcale nie oznacza, że on nie działa. Może można mieć dziecko nie tylko z powodów chęci przepracowania sobie karmy rodzica?
Jedno jest pewne. Harmonizuję z Mają. Obie to poczułyśmy w tym samym momencie. :)
nanii 2008-09-14 10:33:09