Z pamiętnika opiekunki z przydziału
Dziś śniła mi się rzeź w południowych Chinach. Niestety, ale byłam tą, która ucieka. Zapędzono nas do wielkiej hali. Od dołu szła maź w kolorze kupy Mai. Kiedy się w nią wpadło – umierało się. Część z nas uciekała jak instynkt nakazał, część już sobie radośnie umierała, a część robiła zakupy – bo to nagle super market był. Nam kazano wejść do kina. Widziałam tam Chinkę z dzieckiem. Pytam się czy oni nie umrą? A ona mi mówi, że chińczycy mają wszczepione chipy i ich ta maź ominie. Od słowa do słowa stwierdziła, że mi pomoże więc ja za telefon, aby G też się załapał:) Dalsza część snu to abstrakcja. Doszło do tego, że waliłam małym niedźwiadkiem, który mnie atakował o drzewo, aby się odczepił. Się odczepił, ale jego mamie się to nie spodobało ;)
Mogłabym sobie teraz radośnie zarabiać a ja siedzę zmieniając kupy i odrabiając lekcje ze starszą dziatwą.
nanii 2008-09-16 08:06:33