Jeśli chodzi o dziecko- u mnie ok. Jeśli chodzi o dobrowolny przymus bycia tutaj- Robię sobie wolne w sobotę. I jest to dobrowolny przymus dla Ani ;) G przyjedzie i spotkamy się z B&D . To jest dla mnie ważne. Ani nie do końca to odpowiada. Ale mam to w nosie. Bycie tu nie jest mi na rękę. Klientka chciała umówić się na serię Lomisiowego masowania, a mnie nie ma. Tak jakby bycie tutaj tak długo jest dla mnie ze stratą. I to wcale nie małą. Jak dla mnie, Ania potrzebuje mnie już tylko do ugotowania obiadu, odwożenia robotników, dzieci do szkoły, sprzątania, czasem przebrania małej. Takie „drobiazgi”, które nie są takie tragiczne, ale …, wydaje mi się, że już przerobiłam „dobrą samarytankę”. Tydzień – spoko. Dwa tygodnie, gdzie powinnam powtarzać gramatykę ang ;) zajmują mi picie kawy i jedzenie czekolady, bo to jedyne rzeczy, które wytwarzają cudowne endorfinki. Potrzebuje ich. Bo to jedyna iluzja, na którą PS się jeszcze zgadza, dopóki nie wybuchnie.
Fajne są rodzinne pomoce wzajemne, ale to już nie pomoc. Bo tracę ja. Trzeba dzielić się nadmiarem, a nie swoim kosztem. Nie wspomnę już, że *moje* jedzenie kupuję za swoje. I tak jadłam zupę na rosole przez dwa dni. (O bogowie, kto to wymyślił, aby jeść jedną zupę przez 3 dni??????? )
Trzeba powiedzieć jasno. Pod względem jedzenia mamy z Anią zupełnie inne priorytety. Wydać pieniądze na upiększenie domu – spoko, wydać na jedzenie (lepsze niż powidła i pasztet) – to już problem. Ostatnio powiedziałam przy moim stole, że nikt głodny od niego nie odejdzie. U niej taki tekst by nie przeszedł. Ma pracownika, który robi remont, ma mnie, (przecież nie jestem tu na wakacjach), a najchętniej wysyłała by nas do mamy na obiady, aby zaoszczędzić. Ostatnio się zmartwiła, że zostało im mało kasy na koncie z powodu remontu. Pytam się ile. I myślałam, że mi rozerwie policzki od powstrzymywanego śmiechu. Ma tyle ile ja skarpetkowego na dom ;) I TO JEST MAŁO?????
Może takiego myślenia nabiera się z czasem? Może gdybym mniej wymyślnie gotowała to już byśmy mieszkali w swojej własnej posiadłości? ;) Hm, trzeba to przemyśleć :D
Cd.
Tak wygląda mój raj. Herbatka w dzbanuszku, czekoladka (no co, mogę! Oddałam krew, mam okres…- tyle ubytku krwi w jednym miesiącu to trochę za dużo. No i nie wspomnę, że przydało by się trochę skorzystać z tych 8 czekolad, które dostałam za charytatywność;) ), oraz ogród z szybującymi myszołowami. Brakuje trochę słońca, ale od poniedziałku niewiele byłam na Świerzym powietrzu (nie wliczając momentów, kiedy robiłam za kierowcę). Nie przeszkadza mi, że marzną mi palce, gdy to piszę…, a w zasadzie mi nie marzną. Jest nawet ciepło. Nie ma wiatru, dwie pary skarpet, ciepły polar i niestety już chłodna herbata (po 8 minutach bycia w ogrodzie), robi swoje. Miło rajsko i w ogóle :) Nie pozwalajcie mi wracać do środka!!! Idę na maliny :)
nanii 2008-09-18 13:54:28