ależ mnie S., hmm..., zaniepokoiła.
Nie wiedziałam, że kiedyś to powiem, ale nie lubię masować jej ciała. Masowałam je już z 20 razy. Ale dziś coś do mnie doszło.
Jej ciało mówi do mnie coś innego niż ona. Nie szanuje swojego ciała i nie kocha. A z drugiej strony dba o nie, pielęgnuje, chodzi na różne masaże itd. Oczyszcza je, wspomaga jak może i umie. Ale dziś, miałam wrażenie, że to wszystko przykrywki. Ona nienawidzi tu być. Poprzez to wyrzeka się swego ciała, odrzuca je, (czy za mocno powiedziane? Nie wiem). Dba, ale odrzuca. Pomieszanie jak diabli. Czuje żal i smutek (uświadomiony, ale nie odreagowany, a wręcz pogłębiany), że tu zeszła i nie może się stąd wydostać i odcina się od tego co piękne. Miałam wrażenie, że jej ciało jest martwe. Ciepłe, jeszcze nie wystygło, ale nie ma w nim życia. Odcięcie od energii Ziemi. Wyrzeka się tego co dla mnie piękne. Życia. Choć dla niej to pewnie przekleństwo.
I dlatego, czuję coraz większy opór przed masowaniem tego ciała. Jej umysł przeszkadza mi w okazaniu szacunku, ciepła i życzliwości. Mogę masować. Oczywiście, że tak. Zatkam uszy i nie będę słyszeć. Ale jej ciało płacze. Niepokochane przez nią. Jestem wypompowana po zakończeniu. Nie jest moją największą gabarytowo klientką, a ja mam ochotę rozpiąć zamek i pozbyć się własnego ciała, bo jest zmięte i nie mogę go unieść.
I pomimo tego, że po masażu słyszę "tego mi było trzeba", to i tak czuję, że coś jest nie tak.
nanii 2008-10-14 19:53:33