jak zepsuć sobie naprawdę cudownie spędzony dzień?
przejąć się życiem i problemami innych.
W MORDĘ JEŻA.
Co się stało?
Wszystko zaczęło się od snu. TAKI sen zawsze jest dla mnie przepowiednią jednodniową. Złą.
Więc, aby odwrócić tendencję tragedii bawiłam się ile tylko mogłam, czerpiąc uważnie z radości jaka wokół mnie rozkwitała. Fajowe śniadanie i rozmowy na tematy BaRdZo poważne :D o rozgrywającej się sytuacji społeczno towarzyskiej na salonach świata całego :D Mongolia nie zmęczyła nawet (choć dochodziło do granicy mojego nie marudzenia ;))
I w ogóle, uczta w towarzystwie naprawdę super ludzi i nowa potrawa (brokuły w sosie pieczarkowym z pomidorkiem - mniam), później spotkanie z kolejną osobą, która spóźniła się prawie godzinę ;) ale i tak było mi miło i cudownie :) Waniliowa kawusia oraz lenuś pod bokiem zajął moją uwagę w pełni. No i w tej radości i miłym nastroju spotkałam najbardziej skuteczną iskrę życia jaką kiedykolwiek miałam okazję poznać. Oczywiście Wiewiórka. Radość nad radościami!
Uchachana, w cudownym nastroju, w zajebistej, klimatycznej czapce, wróciłam do domu.
I umarłam.
Pierogi - au
Telefon - skurcz
Płyty - wyżymaczka
Misio - ...
Jestem jakaś pojebana. Cudownie radosny i olśnieniowy dzień, pełen dobrych wzorców i uśmiechu, różnorodności, którą cenię a ja w przeciągu pół godziny pozwalam, aby sprawy, problemy, sytuacje, które nie wydarzyły się mnie, zwaliły się na głowę właśnie moją i zgniotły poniżej poziomu życia. Siedziałam przerażona, z bolącym brzuchem i w desperackiej próbie przetrwania, skulona zamknięta za stronami książki o gejach z lat '80, '90, której już te kilka początkowych stron spowodowały u mnie chęć wymiotowania (tak, to dobre słowo. Rzyganie byłoby zbyt mało konkretne), a niemoc oderwania się od niej napawała mnie jeszcze większym obrzydzeniem.
Boże. Co ja robię?
Chwila rozmowy z G., próba zrozumienia, otrzęsienie oraz to pomogło w ożyciu :)
A tak w ogóle byłam wczoraj na jej koncercie :) Miasto możliwości ;)
nanii 2008-10-24 22:09:23